Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kimchi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kimchi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2019

Koreańska noworoczna zupa - Tteokguk | Dokguk | 설날떡국

Koreańska noworoczna zupa - Tteokguk | Dokguk | 설날떡국

Zbliża się koreański Nowy Rok, dlatego tak jak obiecywałam w poście o obchodach (normalnego) Nowego Roku publikuję przepis na Koreańską tradycyjną zupę noworoczną 떡국 albo po Polsku – dokguk czyli zupę z kluskami ryżowymi. 


Jeżeli chcecie się poczuć jak w Korei to jest to danie idealne, bo w 99,9% koreańskich domów tę właśnie zupę je się w Nowy Rok. I nie ma, że ktoś nie lubi, ponieważ z dokguk wiąże się kilka przekonań - kluski ryżowe używane do przygotowywania tej zupy mają owalny kształt, i Koreańczykom kojarzą się z monetami i mają symbolizować dobrobyt. Ciekawe jest też to, że mówi się, że jedząc dokguk zjadamy rok życia (w tradycyjnym koreańskim liczeniu wieku dodaje się rok w Koreański Nowy Rok (o tym będzie kiedyś post, ale muszę to sama najpierw porządnie zrozumieć, bo  ponad rok tu mieszkam a dalej się zastanawiam co mam powiedzieć jak ktoś mnie pyta o wiek). Skoro jedząc dokguk zjadamy też rok życia, podobno czasami ludzie zamiast pytać wprost ile masz lat, pytają ile misek dokguk zjadłeś? Trochę mi się to kojarzy z naszym "ile wiosen przeżyłeś?" 

Smak dokguk nie jest specjalnie wyrazisty bo zupa składa się z przede wszystkim z bulionu wołowego i ciasta ryżowego, więc to czy nasz posiłek będzie smaczny zależy głownie od tego czy mamy dobre kimchi, ponieważ mimo że do przyrządzenia Dokguk, nie używamy kimchi to podczas jedzenia tej zupy kimchi na stole znaleźć się musi. Jeśli nie macie kimchi to przepis na pyszne i łatwe kimchi znajdziecie tutaj: PRZEPIS NA KIMCHI.

Do przyrządzenia koreańskiej noworocznej zupy niezbędne nam będą kluski/ciastka ryżowe (jak zwał, tak zwał) – element najważniejszy i niepomijalny, ale także element którego niestety nie znajdziemy w zwykłym polskim supermarkecie... I tak z pomocą przychodzą nam koreańskie sklepy (głównie w większych miastach) lub sklepy internetowe, szukajcie pod nazwą rice cake lub po prostu kluski ryżowe albo tteok (trzeba tylko pamiętać, żeby kupić takie o owalnym kształcie). Jeśli jesteśmy Zosia samosią to kluski możemy też zrobić sami z mąki ryżowej, którą też możemy zrobić sami (a jak!) z ryżu koreańskiego albo po prostu dostępnego w każdym markecie ryżu do sushi. Polecam spróbować zrobić kluski z tego przepisu: PRZEPIS NA KLUSKI RYŻOWE  - takie kluski kroimy pod kątem, żeby uzyskać ładny owalny kształt i oczywiście nie podajemy na słodko tak jak w przepisie tylko wrzucamy do naszej zupy.

To co? Do dzieła!

Składniki:

  • kluski ryżowe – 500 g
  • chude mięso wołowe – 300 g
  • 1 jajko
  • sos sojowy
  • sos rybny
  • olej sezamowy
  • zielona część cebulki dymki
  • papryczka chili
  • czosnek (4 ząbki)
  • prażone algi – kim (mogą być glony nori takie jak do sushi)

Przygotowanie:
Kluski ryżowe wsypujemy do miski i zalewamy zimną wodą – odstawiamy na pół godziny.


Do garnka wlewamy 1,5 litra wody i doprowadzamy do wrzenia. Mięso wołowe kroimy w kostkę (max 2x2cm), czosnek przeciskamy przez praskę lub siekamy. Mięso i czosnek wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy przez 20 minut. Ważne – podczas gotowania nie mieszamy ponieważ nasz bulion zrobi się mętny i nieapetyczny.


Podczas gdy bulion „się warzy” mamy czas, żeby przygotować dodatki.

Pierwszy z nich to paseczki ze smażonego żółtka – oddzielamy białko od żółtka (białko zostawiamy na potem) a żółtko chwilkę roztrzepujemy i wlewamy na rozgrzaną patelnię. 


Smażymy chwilkę z obu stron, nie doprowadzamy do tego żeby żółtko nam zbrązowiało. Żółtko kroimy w cienkie paseczki.  


Następny dodatek to posypka z alg – do tego możemy wykorzystać dostępne w każdym sklepie algi do sushi, takie algi prażymy na suchej patelni. 


Następnie przekładamy do woreczka i zgniatamy tak żeby powstało na coś na kształt konfetti albo poprostu rozcieramy w rękach bez zabawy z woreczkami :).

Ostatni dodatek to papryczka chili którą po prostu kroimy w bardzo cieniutkie pasterki.


Po upływie 20 minut sprawdzamy, czy nie ubyło za dużo wody z naszego bulionu, jeśli ubyło to uzupełniamy, żeby było około 1,5 litra i doprowadzamy do wrzenia.

Następnie wrzucamy kluski ryżowe, dodajemy dwie łyżki sosu sojowego, łyżkę sosu rybnego oraz pokrojoną zieloną cebulkę (kroimy ją w większe kawałki o długości około 3 cm). 


Mieszamy i gotujemy całość przez co najmniej 15 minut – wszystko zależy od klusek – jeśli po 15 minutach są dalej zbyt twarde i trzeba je żuć i żuć to gotujemy dłużej, aż będą mięciutkie. 

I teraz moment kulminacyjny, bierzemy łyżkę i sprawdzamy jak smakuje nasza zupa, jeśli jest bez smaku dodajemy jeszcze łyżkę sosu sojowego, możemy dodać też szczyptę soli i pieprzu. Zupa nie powinna być super słona bo będziemy ją jeść z kimchi które jest dość słone, ale nie może być też zupełnie mdła.

Jeśli smak zupy nas satysfakcjonuje to możemy przystąpić do następnego kroku, jakim jest dodanie białka – białko wlewamy do zupy, mieszamy i dalej gotujemy chwileczkę aż białko się zetnie.


Następnie zupę zdejmujemy z ognia i dodajemy dwie łyżki oleju sezamowego. 


Wygląda na to, że nasza zupa jest gotowa!

Zupę podajemy w miseczkach i dekorujemy prażonymi algami, paseczkami z żółtka i chili.
Jemy z kimchi! KO-NIE-CZNIE!
Smacznego!





środa, 9 stycznia 2019

Przepis na kimchi

Przepis na kimchi


Dzień dobry!

Przychodzę do Was dzisiaj z przepisem na kimchi!

Kimchi chyba nie trzeba już nikomu przedstawiać, słyszałam ze w ostatnim czasie bardzo zyskało na popularności i zaczęło się nawet pojawiać w marketach. Kimchi jest uważane za jedna z najzdrowszych potraw na świecie, zawiera mnóstwo witamin a dzięki procesowi kiszenia jest bogate w bakterie kwasu mlekowego, które pomagają nam wzmacniać odporność i wspierają procesy trawienne. Właściwie nazywanie kimchi potrawa jest trochę mylące, ponieważ kimchi nigdy nie podaje się samego, lecz jako jedną  z wielu przystawek na koreańskim stole. Z kimchi można zrobić również zupę lub usmażyć z mięsem lub dodać do smażonego ryżu, przepisy na takie dania na pewno w przyszłości pojawia się na blogu. Jeśli gotujemy po polsku i nie chce nam się wydziwiać z ryżem to nie mamy się, czym martwic, bo kimchi sprawdzi się tez świetnie, jako sałatka w typowo polskich daniach (radze spróbować ze schabowym i ziemniaczkami, nie pożałujecie).

Kimchi z mojego przepisu nie wychodzi bardzo ostre i brak w nim rybnych składników (oprócz sosu rybnego, który możemy zastąpić sojowym), więc nie ma się, czego bać, możecie od razu robić hurtowe ilości, bo jest pyszne.

W Korei zwykle przygotowuje się kimchi raz w roku, jesienią, wtedy rodziny zwykle zbierają się u kogoś, kto mieszka na wsi i wszyscy nacierają cale główki kapusty pasta z ostrej papryki, a potem dzielą to miedzy członków rodziny i jedzą cały rok. Takie kimchi z całych główek kapusty jest trochę trudniejsze w przygotowaniu niż to, które zaraz wam przedstawię i moim zdaniem tez mniej smaczne, (bo bardziej suche). Wiec na początek nie ma sobie, co nim głowy zawracać...

Kimchi jest koreańskim wynalazkiem, wiec silą się rzeczy cześć produktów potrzebnych do jego przygotowania będzie koreańskich, wiec już wam wszystko mowie:

Papryka gochugaru jest to składnik nie do pominięcia – z tego, co wiem nie jest to składnik dostępny w pierwszym lepszym markecie, ale mimo wszystko nie możemy zastąpić go np. zwykła papryka mielona prymat czy czymś podobnym, bo smak i struktura będą zupełnie inne. Na szczęście z pomocą przychodzi nam Internet gdzie gochugaru do wyboru do koloru (znaczy no każde jest czerwone, hece) Polecam zajrzeć na allegro (https://allegro.pl/listing?string=gochugaru&order=m&bmatch=baseline-n-dict-sup-1-4-1212 ) albo poszukać w koreańskich sklepach internetowych. Oczywiście, jeśli mieszkacie w dużym mieście i macie gdzieś koreański sklep to tam również gochugaru na pewno znajdziecie.

Sos rybny
Sos rybny to słony sos podobny do sojowego, jednak o specyficznym lekko rybnym aromacie. Nie byłam pewna czy znajdziemy go w Polsce, ale google mi tu podpowiada ze jest nawet w tesco https://ezakupy.tesco.pl/groceries/pl-PL/products/2003120352777
Jeśli na sama myśl o sosie rybnym czujemy dziwne mrowienie w brzuchu i odstrasza nas to od zrobienia własnego kimchi, możemy zastąpić sos rybny sosem sojowym, smak będzie troszkę inny, ale tez będzie dobre. Pamiętajmy tylko żeby wybierać dobrej, jakości sos sojowy, który nie ma w składzie glutaminianu sodu i innych cudów, bo w kimchi chodzi o to ze ma być zdrowe.

Koreańska gruszka
Koreańskie gruszki nie są obowiązkowym składnikiem kimchi, bez nich też wyjdzie, jednak radziłabym nie rezygnować z owoców w ogóle tylko dodać polskie gruszki lub jabłka.
Koreańskie gruszki, możecie zobaczyć na zdjęciu wszystkich składników poniżej są bardzo słodkie i soczyste, ale tez dużo mniej aromatyczne niż nasze gruszki, niewiele w nich gruszkowego smaku, raczej smakują jak cukier w z woda.  Myślę że, jeżeli użyjemy polskich gruszek to kimchi wyjdzie naprawdę dobre, ale jeśli gruszek nie mamy to spokojnie możemy dodać jabłka.

Koreańska rzodkiew
Koreańska rzodkiew rożni się od polskiej tym ze jest zdecydowanie mniej ostra. Możemy jednak dodać polską rzodkiew, ale najpierw lepiej sprawdzić czy jest bardzo „piekąca”, jeśli tak to radze nie dodawać jej dużo, bo może nam zdominować smak kimchi. Przez rzodkiew zapach naszego kimchi może być tez trochę ciężki do zniesienia, wiec, jeśli nie lubimy rzodkwi lub jej zapach nas drażni to możemy pominąć ten składnik.

Wszystko już chyba wyjaśnione więc do dzieła:

KIMCHI

Składniki:


  • 3 główki kapusty pekińskiej (spore główki, jak najmniej obrane z wierzchnich liści)
  • ¾ szklanki soli
  • ¾ szklanki papryki gochugaru (lub więcej, jeśli lubicie ostre)
  • ¼ szklanki mąki ryżowej
  • 1 łyżka cukru
  • 1 szklanka wody
  • ½ szklanki sosu rybnego
  • 3 duże cebule
  • 1 główka czosnku
  • 2 gruszki (lub jabłka)
  • ½ białej rzodkwi
  • UWAGA UWAGA EDIT 30.11.2020 -> okazuje się, że zapomniałam w tym przepisie o imbirze :) niektórym to odpowiada, bo nie wszyscy lubią imbir, ale niektórym brakuje czegoś w smaku, więc dopisuje - kawałek imbiru (taki około 5 cm)
Narzędzia:
blender, duuża miska do mieszania.

Czas przygotowania:
2 h (w tym 1,5h leżakowania kapusty)

Przygotowanie:

Kapustę pekińską kroimy na prostokątne kawałki, nie za duże żeby wygodnie się je potem jadło. Około 2-3 cm. Tak jak na zdjęciu, nie kroimy tylko miękkich części liści tak jak to się robi przy surówkach, ale całość prawie do samej podstawy.


Następnie pokrojoną kapustę wrzucamy do zimnej wody i zostawiamy na 5 minut. Po tym czasie wyjmujemy kawałki z wody i przekładamy do miski, solimy i mieszamy. Najlepiej robić to warstwami, trochę kapusty, łyżka lub dwie soli, mieszamy i następna warstwa. Na trzy spore główki kapusty powinniśmy zużyć około ¾ szklanki soli. Nie ma się co martwić, że soli jest strasznie dużo, bo będziemy płukać kapustę jeszcze raz.


Taką zasoloną kapustę zostawiamy na półtorej godziny. W tym czasie od czasu do czasu mieszamy kapustę (jeszcze mi się nie zdarzyło żebym o tym mieszaniu pamiętała).

Nasza kapusta leżakuje, więc mamy czas na zrobienie sosu, który sprawi, że kimchi będzie kimchi a nie tylko kiszoną kapustą.

Pierwszy krok to przygotowanie bardzo prostego kleiku ryżowego:

Do rondelka lub na patelnie wlewamy jedną szklankę wody, dodajemy ¼ szklanki mąki ryżowej i łyżkę cukru i mieszamy. Następnie cały czas mieszając podgrzewamy wszystko aż zacznie się gotować, powinno wyglądać jak budyń. Tak przygotowany kleik zostawiamy do wystygnięcia.


Teraz czas na bazę sosu:

Cebule kroimy na ćwiartki. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę (bo inaczej może nam się ładnie nie zblendować). EDIT 30.11.2020 -> imbir obieramy i siekamy drobno


Cebule, czosnek, paprykę gochugaru, imbir i sos rybny (lub jeśli bardzo nie chcemy rybnego, to sojowy) umieszczamy w blenderze (jeśli mamy blender kielichowy, jeśli ręczny to składniki umieszczamy w misce i blendujemy).


Powstanie nam czerwona pasta.  


Następnie kroimy gruszki i rzodkiew w cienkie paski – jeśli macie tarkę do warzyw która pozwala na tarcie w paski to możecie użyć, będzie szybciej. 


Pokrojone składniki oraz kleik ryżowy dodajemy do sosu i mieszamy.



Wracamy do kapusty:

Minęło półtorej godziny i nasza kapusta puściła sok i  wygląda jakby opadła z sił – i bardzo dobrze, o to nam chodziło.  Taką kapustę należy teraz dokładnie wypłukać, żeby pozbyć się nadmiaru soli.


Kapustę płuczemy dokładnie i odcedzamy. Następnie, tak jak przy soleniu, bierzemy trochę kapusty,  kilka łyżek sosu i dokładnie mieszamy, tą czynność powtarzamy aż zużyjemy całą kapustę i sos. Jeśli sosu zostało to po prostu zalewamy nim kapustę.


No i co? Mamy kimchi! Kimchi przekładamy do pojemników, lub słoików i zostawiamy w temperaturze pokojowej na dobę, żeby zaczęło fermentować, po tej dobie nasze kimchi powinno być już dobre do jedzenia.


Pojemniki wstawiamy do lodówki i tam kimchi może już sobie stać i stać aż je całe zjemy (jeśli zostawiamy w temperaturze pokojowej to szybko zrobi się za kwaśne i niedobre). Jeśli nie mamy w lodówce miejsca ale mamy chłodną spiżarnie to tam też kimchi może trochę postać.


No i to tyle. Powodzenia w robieniu kimchi i smacznego!!



środa, 2 stycznia 2019

Sylwester i Nowy Rok w Korei Południowej

Sylwester i Nowy Rok w Korei Południowej

Dzień dobry w Nowym Roku! Wiecie że 2019 to rok świni? 


Ale nie o tym, nie o tym ;) będzie o obchodach Nowego Roku i Sylwestra w Korei Południowej. W sumie żadna ze mnie wielka znawczyni, bo Nowy Rok spędziłam w Korei po raz pierwszy więc tak Wam tylko lekko opowiem jak to wygląda. 

Zacznijmy od Sylwestra - w Sylwester w Korei to tak jak w Polsce, normalny dzień pracy, oczywiście nie nazywa się Sylwester, a tak naprawdę to w ogóle nie ma jakiejś specjalnej nazwy, ot ostatni dzień roku. Obchodzi się go jednak zdecydowanie inaczej niż w Polsce. Szczerze mówiąc to wczoraj byłam w szoku, bo w żadnej telewizji nie leciało nic na kształt naszego sylwestra z Dwójką, ale przede wszystkim zdziwiło mnie to że w okolicy nikt nie robił tzw domówki - a przynajmniej nie było słychać. Restauracje, kawiarnie i supermarkety wszystko było otwarte normalnie, czasami kawiarnie są otwarte do 1 w nocy i ludzie tam siedzą i albo się uczą albo udają, że się uczą (o tym z resztą na pewno będzie notka w przyszłości) i tak było też wczoraj. No dla mnie trochę szok.

Jednak w sumie pamiętam, jak oglądałam w Polsce w sylwestra wiadomości to tam zawsze pokazywane były obchody z całego świata i Korea też była, więc o co chodzi...? Chodzi o to, że takie narodowe, albo chociaż miastowe a nawet dzielnicowe obchody też są ale nikt się w nie tak nie wczuwa jak w Europie. W Seulu co roku nadejście Nowego Roku celebruje się tak samo - przez uderzanie w wielki dzwon - 보신각 (bosingak), który znajduje się w centrum Seulu. Dzwon ten był kiedyś używany do poinformowania o otwarciu i zamknięciu bram miasta, potem jako coś na kształt alarmu przeciwpożarowego, a teraz uderza się w niego tylko w Nowy Rok. Niestety nie wybrałam się, żeby to zobaczyć, ponieważ tłumy jakie się tam zbierają są niesamowite (wiadomo – Korea – mało miejsca i dużo ludzi), ale z tego co widziałam w telewizji oraz z relacji mojego męża wynika, że nic w tym specjalnego.

보신각 - czyli wielki dzwon w Seulu
Inne miasta a nawet poszczególne ich dzielnice też mają swoje obchody, w niektórych miastach są fajerwerki, w niektórych są też koncerty, ale nie jest to takie bardzo spektakularne, wydaje mi się, że znacznie mniej spektakularne niż u nas.

Nowy Rok natomiast to zupełnie inna sprawa. Zacznijmy od tego, że w Korei nie obchodzi się tylko jednego Nowego Roku, ale obchodzi się również Księżycowy Nowy Rok czyli Sollal i właśnie to święto jest celebrowane zdecydowanie bardziej niż  normalny Nowy Rok – ale to również temat na następną notkę i pojawi się ona w okolicy Księżycowego Nowego Roku czyli za miesiąc.
W Polsce Nowy Rok jaki znam to zwykle spanie do co najmniej 10tej a potem cało dzienne lenistwo i dogorywanie po sylwestrowej zabawie, tutaj, niektórzy oczywiście na pewno też tak robią, ale część osób celebruje Nowy Rok w zupełnie inny sposób – poprzez podziwianie wschodu słońca. Tak też zrobiłam w tym roku ja. Wydaje mi się to całkiem fajną tradycją, zamiast hucznie żegnać stary rok po prostu pięknie wita się Nowy, bo przecież, wschód słońca to całkiem piękna sprawa. Taki nowo roczny wschód słońca najlepiej jest obserwować nad morzem, np. w Busan – i patrząc na zdjęcia to połowa kraju wpada na taki pomysł, no bo patrzcie tylko tutaj:

Wschód słońca w Busan

Jak nic polowa kraju…

My wybraliśmy się na pobliskie wybrzeże zachodnie więc nie wiem na jakie niesamowite widoki liczyliśmy, ale mimo wszystko tłumy też były spore i co za tym idzie oglądanie wschodu słońca poprzedziło stanie w niesamowitych korkach, w pewnym momencie myśleliśmy, że będziemy zmuszeni z auta podziwiać ten wschód… Wyjechaliśmy o 5:30 a dojechaliśmy na 8:30 i w czasie tych trzech godzin przejechaliśmy aż 90 km.
Wschód słońca wyglądał tak:

Pierwszy wschód słońca w 2019 roku na zachodnim wybrzeżu

Po takim wschodzie słońca i staniu w korkach w drodze powrotnej koniecznie trzeba zjeść tradycyjną koreańską noworoczną zupę czyli 떡국. Jest to zupa której głównym składnikiem jest (dok) czyli ciastka ryżowe, a raczej kluski ryżowe (bo ani to słodkie...). Zupa ta zwykle smakuje jak woda z gotowania ryżu i ogólnie zwykle bardzo jej nie lubiłam, ale odkryłam przepis z którego wyszła pyszna i tym przepisem też na 100% się podzielę w okolicy księżycowego Nowego Roku (no ładnie, w jednej notce obiecałam już trzy następne…). Zupa wygląda tak:
떡국 - noworoczna zupa


No i to by było chyba na tyle. 

Szczęśliwego Nowego Roku! 새해 복 많이 받으세요!



piątek, 28 grudnia 2018

Musisz zacząć pisać tego bloga o Korei...


No to zaczynam!
Pierwszy krok zawsze jest najtrudniejszy, nie inaczej jest też w tym przypadku. Chociaż tak naprawdę pierwszy krok został postawiony kiedy wybrałam tytuł tego bloga (ile to się namyślałam a jak teraz patrzę na nagłówek i adres to w sumie mi się nie podoba), no ale okej, załóżmy, że chodzi o pierwszą notkę... najtrudniej napisać pierwszą notkę.
Ogólnie drodzy czytelnicy (teraz Was jeszcze nie ma, prawdopodobnie długo nie będzie, ale jakbyście kiedyś byli, to pewnie dotrzecie do pierwszej notki - przynajmniej ja zwykle tak mam) chodzi o to, że wpadłam na pomysł założenia bloga o Korei i muszę jakoś zacząć. A zbliża się koniec roku - a raczej nieubłaganie nadciąga bo mamy 29 grudnia... I problem jest taki, że jakby ta oto pierwsza notka powstała na początku Nowego Roku (przyp. aut. 2019) to wyglądałoby to wszystko na postanowienie noworoczne, a wiadomo przecież, że żadne postanowienie noworoczne nie ma prawa zakończyć się sukcesem (tak było jest i będzie, takie są prawa natury, nic na to nie poradzimy), więc siłą rzeczy trzeba coś napisać teraz, już. 

Na razie mamy z 15 linijek o niczym więc przejdźmy do rzeczy - dlaczego wpadłam na pomysł założenia tego bloga? 

Po pierwsze - zanim przyjechałam do Korei naczytałam się w internecie, tylu bzdur o tym kraju, że sama się dziwie, że mi się nie odwidział cały ten wyjazd. Nie tylko ja się zresztą naczytałam, bo naczytała się tych bzdur również moja mama (Pozdrawiam Cię Mamuś!) i nie ułatwiło jej to na pewno życia w tym ciężkim okresie kiedy to córka postanawia, że będzie sobie mieszkać na drugim końcu świata. Ogólnie w internecie sporo jest informacji o Korei, ale ciężko znaleźć coś co nie było by skupione na narzekaniu, wyolbrzymianiu wad tego kraju itd. Jest to w sumie zrozumiałe bo wiadomo, że negatywne rzeczy są bardziej sensacyjne i pewnie dużo ludzi z wypiekami na twarzy przeczyta o tym jak koreańskie teściowe podczas każdych tradycyjnych koreańskich świąt dosłownie maltretują obowiązkami swoje synowe, no ale szanujmy się... Sama się zrobiłam teraz negatywna, ale chodzi mi o to, że denerwowało mnie, że na każdym blogu, powiela się tylko stereotypy o Korei a prawie nikt ciekawie nie pisze jak jest naprawdę.  

Po drugie - pierwszy powód się troszkę przydługasił, wiec przy drugim od razu powiem o co mi chodzi - kiedy opowiadałam znajomym lub rodzinie o niektórych koreańskich zwyczajach, albo nawet a może i szczególnie, koreańskim codziennym życiu to spotykałam się zawsze z wielkim zainteresowaniem. Więc zakładając, że nie było ono spowodowane tylko grzecznością moich znajomych/ rodziny, pomyślałam, że może uda mi się też tymi opowieściami zaciekawić innych (Was, Was czytelnicy). 

Po trzecie - zawsze chciałam pisać bloga i wreszcie mam o czym (jeeeeeeej)! 

No to chyba starczy już tej pierwszej notki, nie? Wstęp jest, powody są, jeszcze się tylko nie przedstawiłam, więc:

Cześć, jestem Wiola i mieszkam w Korei ;)

A więcej będzie innym razem.