Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądają
biblioteki w Korei Południowej?
Pewnie
nie, ale jakbyście się kiedyś zastanawiali to ja Wam tu wszystko powiem. Dzisiejszy
post będzie o tym jak wyglądają biblioteki w Korei, co może nas w nich
zaskoczyć i o tym czego uczą się tam Koreańczycy.
Kiedy
pierwszy raz przyjechałam do Korei i mój mąż, a wtedy jeszcze mój chłopak
zaproponował mi w niedziele pójście do biblioteki, to nie byłam bardzo entuzjastycznie
nastawiona, no bo raz, że w niedziele, a dwa że co za nuda. Ale gdy tylko
przekroczyłam próg biblioteki to mocno się zdziwiłam...
Zacznijmy
od tego, że większość bibliotek w Korei czynna jest cały tydzień, również w
weekendy. W dni powszednie zwykle biblioteki otwarte są od 7 do 23 lub 24, a w
soboty i niedziele trochę krócej (moja biblioteka otwarta jest do 21). Zazwyczaj
dwa dni w miesiącu biblioteka jest zamknięta i są to przeważnie jakieś dwa
poniedziałki no i oczywiście wszystkie święta. Zastanawiacie się pewnie kto
normalny poszedłby do biblioteki w niedzielne popołudnie (też się
zastanawiałam, a teraz sama chodzę), ale serio niedziela godzina 16 a tu pełne
obłożenie i wszyscy siedzą i się uczą! Najciekawsze jest to, że przychodzą tu
ludzie w każdym wieku, od 7 do co najmniej 70 lat.
No ale, co w takiej
bibliotece jest, że ludzie tu tak przychodzą?
Przede
wszystkim dużo miejsca do nauki, na każdym piętrze mojej biblioteki (a jest
tych pięter trzy), znajduje się naprawdę spora czytelnia i to nie taka z popisanymi
stolikami i niewygodnymi krzesłami jaką pamiętam np. z Politechniki Śląskiej,
ale całkiem profesjonalna, większość biurek ma lampkę i gniazdko elektryczne
oraz naprawdę wygodne krzesełko. Wydaje mi się, że w naszych bibliotekach,
szczególnie tych mniejszych, tak nie jest. No bo nie zaznaczyłam, moja
biblioteka mimo, że ma 3 piętra i ogromną ilość miejsca do nauki, nie należy
wcale do dużych bibliotek, nie jest to też biblioteka miejska, a zwykła
osiedlowa. Dla zobrazowania Wam czym się tak zachwycam, kilka zdjęć:
Ciekawe
jest to, że w koreańskich bibliotekach, mimo że książek jest naprawdę masa i są
to w dużej mierze nowe książki w naprawdę super stanie (jakbym umiała ten ich
dziwny język na przyzwoitym poziomie to nic tylko bym czytała), to nikt tu się
nimi za bardzo nie przejmuje i wszyscy przychodzą z własnymi
książkami/komputerami i czegoś się uczą.
Jeśli
jednak ktoś chce wypożyczyć książkę, to czeka go w pełni zautomatyzowany system
(nie ma pani która przybija pieczątkę z datą zwrotu). Żeby wypożyczyć książkę
idziemy do jednej ze stojących przy wyjściu maszyn, skanujemy swoją kartę
biblioteczną, kładziemy książki (wszystkie na raz) na półeczce która
zaopatrzona jest w jakiś zupełnie nie zrozumiały dla mnie skaner i po kilku
sekundach okazuje się, że właśnie wypożyczyliśmy książki, nawet nie trzeba
skanować kodów kreskowych, no magia.
A jakby tego było mało, jeśli już
wypożyczyliśmy książki to możemy je sobie jeszcze wysterylizować w takim ładnym sterylizatorze.
Chociaż sama z tego nie korzystałam, bo kartę biblioteczną mam od niedawna
i zawsze sterylizator jest zajęty jak już znajdę jakąś książkę (z obrazkami),
którą chce wypożyczyć.
A
propos karty bibliotecznej to obcokrajowcy też mogą założyć taką kartę, ale tylko pod
warunkiem, że przebywają w Korei na wizie innej niż turystyczna i mają Alien
Registration Card, ale nawet jeśli jesteście w Korei turystycznie to nic nie
stoi na przeszkodzie, żeby do biblioteki wejść i tam posiedzieć, karta biblioteczna
potrzebna jest tylko do wypożyczania książek. Inaczej ma się sprawa z
bibliotekami uniwersyteckimi bo tam bez legitymacji studenckiej nie wejdziemy –
a szkoda bo niektóre są naprawdę super.
Co
jeszcze znajdziemy w koreańskiej bibliotece??
W
większości bibliotek na pewno znajdziemy miejsce w którym można zrobić sobie
przerwę od nauki i spokojnie zjeść.
Zwykle w bibliotece jedzenia nie kupimy,
ale możemy przynieść sobie prowiant z domu i włożyć do czegoś co przypomina
lodówkę ale jest podgrzewaczem do jedzenia i służy do tego, żeby włożony tam o
7 rano obiadek o 12 był dalej ciepły i pyszny. Ja nie korzystam bo rzadko zdarza
mi się siedzieć w bibliotece dłużej niż 5 godzin, ale niektórzy, szczególnie
osoby przygotowujące się do jakiś egzaminów, przychodzą do biblioteki o 7 rano
z trzema gotowymi pojemniczkami i mają tam śniadanie, obiad i kolacje. Niezły
kosmos nie?
No
ale nie samym jedzeniem człowiek żyje, szczególnie gdy się uczy i tak w
bibliotekach zwykle jest również kawiarnia.
W Suwon w większości bibliotek znajdziemy kawiarnie „babciową”. Czemu babciową? Bo pracują tam same babcie ewentualnie dziadkowie.
Uważam, że jest to naprawdę świetna idea, bo
starsze osoby nie dość, że mogą w ten sposób dorobić do emerytury to mają też
kontakt z ludźmi, są aktywne i na pewno ciekawie im się tam pracuje, a przychodząc
do takiej kawiarni też jakoś cieplej na sercu niż idąc do jakiegoś zwykłego
starbucksa (no i jest też znacznie taniej).
Co
jeszcze ciekawego?

Aha, w wielu bibliotekach jest też strefa relaksu z wygodnymi fotelami i jeśli
przyjdziemy po południu to nie ma opcji, żebyśmy nie zobaczyli jak ktoś tam
śpi, czasami nawet chrapie (i przy tym chrapaniu to chyba zasada ciszy nie
obowiązuje, bo nigdy nie widziałam, żeby ktoś tego chrapiącego delikwenta
budził, albo chociaż przewracał na drugi bok 😆).
Chyba
już wszystkie atrakcje opisałam więc przejdźmy teraz do tego jak i czego uczą
się Koreańczycy w bibliotekach.
Na początku trzeba zaznaczyć, że znaczna część osób uczy
się od rana do wieczora, są to zwykle osoby które przygotowują się do egzaminów. Poznałam kiedyś w bibliotece chłopaka (zobaczył białą twarz i chciał poćwiczyć
angielski to zagadał), który powiedział mi, że przychodzi codziennie o 7 a
wychodzi o 23 i tak od 2 lat, bo przygotowuje się do egzamin na policjanta, w
sumie już rok minął od tamtego czasu a on dalej w bibliotece, więc chyba egzamin
znowu nie pyknął… Takich osób w bibliotekach znajdziemy naprawdę sporo, część
uczy się do egzaminu na urzędnika państwowego, część na policjanta, niektórzy
do matury a niektórzy rzucili swoją starą prace i postanowili znaleźć nową więc
uczą się do certyfikatów np. z angielskiego.
Jak tak patrzę na to czego ludzie
się uczą, to angielski to w ogóle obiekt nauki 90 procent osób tutaj – bo potrzebny
jest i do egzaminu na urzędnika państwowego i do egzaminu na policjanta i do
matury… I tak od 7 do 23 słówka i gramatyka, aż głowa boli na samą myśl i wydaje
mi się, że to nawet, że nie zdrowo tak kuć, ale nie mnie oceniać, jak lubią to
się uczą.
Ostatnio moja znajoma określiła uczących się w bibliotece Koreańczyków
jako zombie z kolorowymi notatkami i w sumie serio można czasami odnieść takie
wrażenie i co do zombie (no bo jak się siedzi cały dzień nad książką to wieczorem przypomina się zombie) i co do notatek.
Notatki to tu mają naprawdę
piękne, ja nie wiem jak oni to robią...Właśnie siedzę w bibliotece i widzę jak
dziewczyna od 40 minut sobie notuje, nie to czego się nauczyła, ale to czego
się będzie uczyć – taki plan nauki, wygląda to mniej więcej jak tutaj:
Więc
ja się w sumie nie dziwie, że siedzą tu cały dzień, mi samo napisanie takiego
planu zajęło by z 7 godzin plus dwie drzemki.
A
właśnie drzemki… tak jak już napisałam w strefie relaksu zawsze ktoś śpi, ale
też prawie zawsze znajdziemy kogoś kto śpi przy biurku, z książką w roli
poduszki… albo specjalną poduszką, bo wiecie, że ktoś już wynalazł specjalne poduszki do
spania na biurku?
I
w sumie tak sobie myślę, że już żadne ciekawostki biblioteczne nie przychodzą
mi do głowy to może też się zdrzemnę?
Jak Wam się podoba koreańska biblioteka? Chodzilibyście?
Chodziłabym...
OdpowiedzUsuńGenialne te notatki <3
OdpowiedzUsuńBardzo dobre case study dla dyrektorów naszych polskich bibliotek publicznych, a w zasadzie tych które jeszcze pozostały.
OdpowiedzUsuńNiby nudny temat, a super napisane, I had fun :D
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy materiał a z filmem to zupełna rewelacja. Dziękujemy! czy możemy go pokazać na spotkaniach bibliotekarzy w Polsce?
OdpowiedzUsuńStary Ornitolog
Oczywiście :) będę zaszczycona :)
UsuńSuper biblioteki! Samodzielne wypożyczanie bez bibliotekarki, raj dla introwertyka... maszyna do czyszczenia książek... super. Wygląda też na to że tam naprawdę przestrzega się ciszy. Zazdroszczę! W Krakowie jak chodziłam to w bibliotece szkolnej pani bibliotekarka zawsze gadu gadu z każdym; nawet w dużych oficjalnych bibliotekach jak ludzie chodzą w parami lub grupkach to buzie im się nie zamykają. Niefajnie!
OdpowiedzUsuńSuper wpis, jestem emerytowaną bibliotekarką, była to super praca, ale zazdroszczę koreańczykom warunków pracy i nauki...
OdpowiedzUsuń