Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seul. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2019

Pierwsza podróż do Korei – z tym przewodnikiem nic was nie zaskoczy! – Przewodnik dla osób lecących samolotem po raz pierwszy | jak lecieć do Korei Południowej |

Pierwsza podróż do Korei – z tym przewodnikiem nic was nie zaskoczy! – Przewodnik dla osób lecących samolotem po raz pierwszy | jak lecieć do Korei Południowej |
Dzień dobry po dłuuuugiej przerwie!

Przychodzę dziś z postem, który ułatwi wielu z Was rozpoczęcie przygody z Koreą. Będzie to dokładny przewodnik krok po kroku po podróży do Korei, od wejścia na lotnisko w Warszawie po wyjście z lotniska w Inchon w Korei.

Oczywiście taka podróż to nic trudnego i jestem pewna, że każdy i bez przewodnika dałby sobie radę, ale w sumie zawsze fajnie wiedzieć co nas czeka i uniknąć nieporozumień, stresu czy jakichkolwiek nieprzyjemności, które zakłócą nam pierwszy dzień w Korei.

Dodam tylko, że przewodnik ten jest skierowany do osób, które lecą do Korei połączeniem bezpośrednim bez przesiadek, takie połączenie z Polski oferuje obecnie jedynie LOT. Niech Was nie przeraża to, że tylko LOT, bo co roku można upolować jakąś promocje i zapłacić za bilet w dwie strony około 1600-1800 zł, więc jeśli tylko uda Wam się trafić, to polecam taką bezpośrednią podróż.

No to zaczynamy:

Przejdźmy od razu do dnia wylotu. Stawiamy się na lotnisku Chopina w Warszawie! Linie lotnicze zawsze polecają stawienie się na lotnisku co najmniej 2,5 godziny przed lotem.

Co trzeba przygotować?

Przede wszystkim PASZPORT, walizkę i siebie 😊
Jeśli nie robiliście odprawy online (nie polecam, bo wybór miejsc przy okienku daje nam zwykle więcej możliwości niż przy odprawie online), to nie potrzebujecie żadnych wydruków, potwierdzeń ani kwitków. Jedyne co musimy zrobić to udać się do stanowiska odprawy ze swoim paszportem i bagażem. Jako, że LOT to nasz rodzimy przewoźnik, na lotnisku Chopina znajduje się pokaźna liczba okienek odprawy LOTu, dzięki temu zwykle nie musimy stać w wielkich kolejkach i wszystko powinno pójść szybko i gładko.

Okienka odprawy wyglądają tak:
Idziemy do pierwszego lepszego, o ile tylko nie jest napisane na nim business class albo coś równie drogo brzmiącego. Na ekranie powinno pisać Economy class albo Fast bag drop. Jeśli mimo wszystko nie wiemy gdzie pójść, zawsze stoi przed okienkami ktoś kogo można zapytać.
Kiedy będzie nasza kolej podajemy pracownikowi paszport/paszporty (jeśli lecimy w kilka osób to do odprawy podchodzimy razem) i stawiamy walizkę na wadze, po cichu modląc się, żeby nie przekroczyła zbytnio limitu 23 kilogramów 😉. Pracownik zapewne spyta nas dokąd lecimy (DO SEULU!) oraz czy w bagażu nie znajdują się jakieś zabronione rzeczy (materiały łatwopalne itd.). Jeśli mamy jakieś życzenia – np. chcemy mieć miejsce od korytarza, warto powiedzieć o tym zaraz na początku jak tylko damy swoje paszporty, można też zaznaczyć, że chcemy siedzieć obok siebie jeśli jedziemy z rodziną bądź przyjaciółmi, bo nie zawsze dla pracowników będzie to oczywiste.

Po chwili powinniśmy otrzymać bilety albo jak kto woli karty pokładowe i z tymi biletami udajemy się do punktu kontroli bezpieczeństwa, gdzie sprawdzone zostaną nasze bagaże no i my.
Przed wejściem do punktu kontroli bezpieczeństwa znajduje się skaner, w którym należy zeskanować nasz bilet. Niestety nie zrobiłam zdjęcia, przepraszam!!!!

Samo miejsce kontroli bezpieczeństwa wygląda tak:
W koszyczku na taśmie układamy wszystko co mamy ze sobą, łącznie z paszportem, telefonem, kluczami, bagażem podręcznym. Z bagażu podręcznego należy wyjąć wszystkie komputery, telefony i urządzenia tego typu (aparatu, prostownicy itd. nie trzeba 😉 ) oraz wszystkie płyny (w tym kremy, podkłady itd.), które powinny znajdować się w opakowaniach o pojemności nie przekraczającej 100 mililitrów i być wszystkie razem włożone do przezroczystego zamykanego woreczka o wymiarach max 20 na 20 cm (wniosek: lepiej sobie dać spokój z kosmetykami w podręcznym i spakować je do bagażu rejestrowanego).

I tak z wszystkim na taśmie w koszyczku czekamy na swoją kolej do kontroli, która najprawdopodobniej będzie polegała tylko na przejściu przez bramkę, po którym wystarczy tylko poczekać, aż nasz koszyczek wyjedzie z drugiej strony i cała kontrola bezpieczeństwa za nami.

Zanim udamy się do bramki wskazanej na bilecie (GATE NR …N – to N oznacza chyba Non Schengen, ale w sumie nie wiem, teraz mnie tak natchnęło) i wsiądziemy do samolotu, czeka nas jeszcze kontrola paszportowa. Od tego roku na lotnisku Chopina znajdują się bramki do automatycznej kontroli paszportowej, więc o ile jesteśmy pełnoletnimi obywatelami kraju Unii Europejskiej, możemy udać się bezpośrednio do nich. Znacznie skraca to czas kontroli.
Plus rada! Jeśli będziecie głodni to polecam zjeść coś przed bramkami (tak naprawdę to w ogóle nie polecam nic jeść na lotnisku Chopina bo ceny i jakość obsługi pozostawiają więcej niż wiele do życzenia, ale jak już serio musicie to lepiej teraz (bo za kontrolą paszportową są tylko dwie, mega drogie i bez szału restauracje i costa coffee)
Skanujemy, swój paszport zgodnie z instrukcją na ekranie, po zeskanowaniu, bierzemy paszport, drzwiczki się otwierają, stajemy na żółtych stópkach narysowanych na podłodze, patrzymy się w kamerę i czekamy aż otworzą się kolejne drzwiczki i jesteśmy już prawie w Korei 😊.

Pozostaje nam znaleźć swoją bramkę GATE – możecie się kierować tym gdzie będzie masa Koreańczyków (bo lata ich zdecydowanie więcej niż Polaków) albo po prostu znaleźć numer, który macie napisany na bilecie.

Na bilecie znajduje się też boarding time – wtedy zaczyna się wpuszczanie do samolotu i w tym czasie najlepiej być już przy bramce w odpowiedniej kolejce (nie jestem pewna czy zawsze jest więcej niż jedna kolejka, ale ostatnio boardnig był podzielony na strefy Zone 1 i Zone 2+3 – chyba, żeby skrócić czas wchodzenia do samolotu, jeśli więc zobaczymy więcej niż jedną kolejkę a przy nich tabliczki z napisami Zone 1, 2, 3 itd., to należy ustawić się w tej która zgodna jest ze strefą podaną na naszym bilecie.

Wygląda na to, że wszystko poszło dobrze i siedzimy już w samolocie 😊

Co nas czeka?
Około 9 godzin lotu.
Dwa ciepłe posiłki, jeden jakąś godzinę po starcie, drugi przed lądowaniem. W między czasie, możemy pić wodę i soki do woli w barku na tyle samolotu, jeść grześki, precelki i co tam jeszcze rzucą albo skusić się na koreański Shin Ramen (czyli po naszemu zupkę chińską, nie polecam bo nie zdrowe, ale tak w połowie lotu cały samolot będzie tym pachniał bo Koreańczycy na pewno się skuszą 😉 ).

Dodatkowo podczas lotu, zostaną nam wręczone karteczki, prezentujące się tak jak na zdjęciu poniżej. Tak naprawdę istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że pracownik lotniska, które weźmie te karteczki od nas przy wyjściu, nawet na nie nie spojrzy, ale dla czystego sumienia i nie przeżywania stresu lepiej je sobie elegancko wypełnić (jeżeli podróżujemy z rodziną, to jedna karteczka wystarczy nam na jedną rodzinę 😉 )
+ dodatkowa rada: lepiej mieć ze sobą swój długopis na pokładzie (stewardessy się chętnie długopisami nie dzielą )

I teraz opiszę Wam co w każdej rubryczce wpisujemy (obeznani z angielskim mogą przewinąć dalej):

Name: Imię i nazwisko
Date of Birth: data urodzenia        
Passport number: numer paszportu
Ocuppation: zawód (możemy dać kreske jak nie chcemy się rozdrabniać) 
Length of Stay: długość pobytu np. 7 days
Purpose of visit: Jeżeli jedziemy turystycznie, stawiamy ptaszek przy Sightseeing, jeśli kogoś odwiedzamy, to ptaszek przy visiting friend.
Flight no: Numer lotu, jest na bilecie i powiedzą go zapewne przez głośniczek zaraz po rozdaniu nam karteczek.
Accompany size of family: Wpisujemy ile członków rodziny z nami leci
Countries visitet prior to entry to korea: Ilość krajów odwiedzonych podczas naszej podróży – lecimy bezpośrednio więc wpisujemy 0.
Adress in Korea: adres w korei – wpisujemy adres naszego hotelu, lub innego miejsca w którym się zatrzymamy, nie ma się co bawić w koreański alfabet jeśli nie potrafimy, wystarczy wpisać po angielsku np. nazwę hotelu i miasto.
Phone numer (mobile) : wpisujemy numer telefonu, oczywiście nie mamy koreańskiego numeru więc pozostaje nam wpisać albo nasz polski, albo numer do hotelu, albo do znajomego u którego się zatrzymamy.
Goods subject to declaration: Zakładając, że nie przewozimy żadnych rzeczy które wymagają deklaracji celnej, zaznaczamy wszędzie NO  i tyle 😊
Druga strona:
Zwykle nie wypełniamy jej w ogóle lub przy alcohol i cigaretss wpisujemy 0 – co oznacza, że nie przewozimy żadnego alkoholu ani papierosów wymagających deklaracji.

I tyle z wypełniania na razie, po przylocie, czeka nas jeszcze jedna karteczka, ale o tym później.

No więc, karteczki wypełnione, posiłki zjedzone, 9 godzin lotu za nami, kieszenie naładowane grześkami, samolot wylądował, trzeba się będzie zbierać i podbijać Koreę 😉.

Wychodzimy i podążamy za niebieskim znakiem Baggage Claim.
Troszkę trzeba się będzie przespacerować, ale zadanie ułatwią nam ruchome chodniczki, o takie:

Zanim dojdziemy do naszego bagażu czeka nas jeszcze kilka kroków.

Najpierw dochodzimy do brameczki z napisaem Quarantine, wygląda jakoś groźnie, ale bez obaw, po prostu przechodzimy.
Za brameczką kierujemy się znakami FOREIGN PASSPORT co oznacza po prostu obcy paszport, czeka nas kontrola celna, ale przed kontrolą musimy wypełnić ARRIVAL CARD, zwykle karty te otrzymywało się podczas lotu razem z deklaracjami celnymi, ale podczas mojego ostatniego lotu (wrzesień 2019), nikt nie dostał takiej deklaracji i trzeba je było sobie wziąć, ze stoliczka, który wyglądał tak:
i znajdował się przed bramkami kontroli celnej.

Na stoliczku znajdziemy karty w różnych językach, oczywiście nie ma co się spodziewać karty w języku polskim, więc bierzemy tę po angielsku (tutaj każdy członek rodziny powinien wypełnić swoją kartę oddzielnie).
Wypełniamy:

Family name: nasze nazwisko                       
Given name: imię/imiona     
Male Female – zaznaczamy czy jesteśmy mężczyzną czy kobietą 
Nationality: POLISH             
Date of birth: data urodzenia (rok, miesiąc, dzień)            
Occupation: i tu już radzę nie stawiać kreseczki, żeby nas nikt potem nie dopytywał, tylko napisać np. student, engineer, phisical worker etc.
Adress in Korea: Jak widać pozycja jest na czerwono, więc nie próbujemy jej pominąć i wpisujemy ładnie nasz adres, może być po angielsku np. Kimchee Guesthouse Myeongdong, Seul i numer telefonu.
Purpose of visit: cel wizyty – zaznaczamy tour czyli wycieczka lub visit jeśli kogoś odwiedzamy.
Signature: podpisujemy się.

Z tak wypełnioną kartą, możemy spokojnie ustawić się w kolejce wraz z innymi obcokrajowcami i czekać na swoją kolej do kontroli celnej. 
Podczas kontroli, dajemy celnikowi swój paszport wraz z wypełnioną kartą i postępujemy wg instrukcji na ekranie, trzeba będzie zeskanować paluszek i patrzyć się w kamerę. Nikt nie będzie do nas nic raczej mówił, bo Koreańczycy są w pełni świadomi naszej nieznajomości koreańskiego albo ewentualnej nieznajomości angielskiego więc nie ma się co stresować 😊.

Teraz zostało nam tylko odebrać bagaż i wyjść z lotniska!

Ale skąd wiedzieć gdzie będzie ten bagaż?

Po przejściu kontroli, przejdziemy na korytarz (taki balkonik) z którego zobaczymy karuzele z bagażami znajdujące się na piętrze niżej, jest ich bardzo dużo więc nie ma sensu sprawdzać każdej z osobna, kierujemy się do pierwszego lepszego ekranu i znajdujemy na nim swój lot i numer karuzeli, taki ekran wygląda tak:
Wystarczy znaleźć na nim logo LOT i numer naszego lotu i już wiemy, do którego sektora (od A do F) i której karuzeli (od 1 do 23) mamy się udać.
Czekamy aż pojawi się nasz bagaż, zabieramy go (sprawdzamy czy na pewno to nasz!!!) i udajemy się do wyjścia.

Podczas wychodzenia, czekają nas jeszcze jedne brameczki, gdzie musimy jedynie dać wypełnioną w samolocie deklarację celną pracownikowi, to miejsce wygląda tak:
I wychodzimy 😊
JESTEŚMY W KOREI!!!! Jeeeeej!


Jeśli coś z mojego opisu było nie jasne, zachęcam do zostawienia komentarza, na pewno odpowiem.
Ten post nie był zbyt ciekawy, ale mam nadzieje, że będzie on ułatwieniem i ograniczy stres związany z podróżą 😊.



środa, 27 lutego 2019

>>> Muminkowa kawiarnia w Seulu <<< nietypowe koreańskie kawiarnie

>>> Muminkowa kawiarnia w Seulu <<<   nietypowe koreańskie kawiarnie
Dzień dobry! 

Prawie cały luty mnie nie było za co bardzo przepraszam! W każdym poradniku blogera piszą, że najważniejsza w prowadzeniu bloga jest systematyczność a tu bach na samym początku blogowania od razu miesiąc przerwy… No dramat, ale to wszystko dlatego, że luty był dla mnie bardzo pracowity, bo – raz – zapisałam się na Korean Immigration and Integration Program i w każdą niedziele spędzam 8 godzin ucząc się koreańskiego (czy jest wśród moich czytelników, ktoś zainteresowany nauką koreańskiego? Bo nie wiem czy posty o takiej tematyce pisać, czy raczej nie?), a dwa – bo luty to okres ferii zimowych co dla każdego nauczyciela angielskiego (a bo ja nie mówiłam, że uczę angielskiego, bo nie ma przecież dalej na tym blogu strony o mnie… matko ile zaległości do nadrobienia!) wiąże się ze wzmożoną pracą – paradoksalnie bo przecież w ferie się powinno odpoczywać, ale nie w Korei… - rano pracowałam na tak zwanym English Camp – czyli takich feriach z angielskim i musze powiedzieć że była to póki co najlepsza praca mojego życia bo polegała na gadaniu z dziećmi trzy godziny po angielsku, żadnego pisania, gramatyki, sprawdzania klasówek. No a po południu miałam swoją normalną prace w szkole angielskiego. A w soboty miałam lekcje pokazowe, czyli nakłaniałam dzieci, żeby zapisały się do naszej szkoły… Sami widzicie troszkę roboty było, ale koniec tego jęczenia, trzeba wziąć się w garść i zacząć porządnie blogowac, przejdźmy więc do tematu dzisiejszego posta.

Dzisiejszy post będzie pierwszym postem z serii o nietypowych koreańskich kawiarniach.

Jeśli oglądacie czasem Galileo albo jakiś inny tego typu program, to pokazują tam często takie dziwne kawiarnie z Chin, Japonii, albo Korei. Z jakiegoś powodu w tych krajach ciekawych kawiarni jest dużo, może dlatego, że w ogóle kawiarni jest tu niesamowicie dużo i nie jest to związane ze szczególnym zamiłowaniem Azjatów do dobrej kawy (bo w domu i pracy wszyscy piją okropną przesłodzoną rozpuszczalną trzy w jednym), a raczej z ich zamiłowaniem do spędzania czasu poza domem). Czasami na jednej ulicy znajdziemy Starbucksa, ze trzy koreańskie sieciowe kawiarnie i kilka nie sieciowych w tym takich bardziej hipsterskich, do posiedzenia i takich gdzie kawa jest tylko na wynos… Jest w czym wybierać i dzięki takiej dużej konkurencji czasami jesteśmy w stanie wypić dobrą kawę naprawdę tanio – szczególnie w kawiarniach z kawą na wynos (mój rekord to 900 won za amerikano (serio dobre było, nie że lura)).

Ale! Nie miało być o taniej kawie tylko o ciekawych kawiarniach, dlatego na pierwszy ogień kawiarnia, która pewnie urzeknie każdego Polaka (szczególnie takiego, którego dzieciństwo przypadało na lata 90te) – kawiarnia muminkowa Moomin&Me!



Okazuje się, że Muminki  dotarły nawet do Azji, ale w sumie, ta muminkowa estetyka jest trochę taka, że jakbym nie wiedziała, że Muminki pochodzą z Finlandii to podejrzewałabym, że z Japonii. Muminki w Korei są bardzo popularne, w sklepach z kosmetykami często pojawiają się muminkowe serie, w sklepach papierniczych znajdziemy wszystkie przybory szkolne z muminkami, są też muminkowe skarpetki, kosmetyki, no wszystko. Pewnie dlatego powstała, też i kawiarnia. Jest to już druga muminkowa kawiarnia, pierwsza była bardziej efektowna, ale chyba przez to, że była położona w znacznie droższym miejscu została zamknięta ( ciekawostka: w Korei nowe kawiarnie otwierają się naprawdę często, a bankrutują jeszcze częściej, dlatego jeśli jedziecie do Korei i znaleźliście w internecie jakąś ekstra kawiarnie to sprawdźcie dokładnie czy jeszcze istnieje, bo ja ostatnio szłam do Hello Kitty cafe a okazało się, że zastałam jakąś dziwną restaurację ).

Przejdźmy w końcu do samej kawiarni. Kawiarnia Moomin&Me mieści się oczywiście w Seulu (stolyca). W Seulu znajdziemy naprawdę bardzo dużo ciekawych kawiarni więc jeśli ktoś przyjeżdża na dłuższą wycieczkę to może poświęcić cały dzień na wycieczkę po kawiarniach a i tak czasu mu zabraknie.

Żebyście mogli łatwo znaleźć kawiarnie, umieszczam mapkę:


Idąc raczej jej nie przeoczymy bo na budynku powieszony jest wielki baner z domem muminków. Kawiarnia mieści się na piętrze i jak widać na zdjęciu z zewnątrz rewelacji nie ma.



Wchodzimy do środka - jeszcze nie jesteśmy  w kawiarni a dopiero na klatce schodowej, ale od razu wita nas mapa doliny Muminków i mama Muminka z Panią Filifionką i jej dziećmi.
Wesoła gromadka przed wejściem
Mapa doliny muminków
Przez szybę możemy już dostrzec czekające na nas przy stolikach muminki, więc nawet jak idziemy samemu to nie będzie nam smutno bo kawiarni czeka na nas muminkowe towarzystwo.



Teraz pojawia się pytanie, co mamy w menu. Straszna ze mnie gapa i nie zrobiłam zdjęcia menu, ale możemy je znaleźć (nawet w wersji angielskiej) na stronie kawiarni: http://www.moomincafe.co.kr/moomin-me/menu-intro/dessert/en/ .
Z muminkowych specjałów są: gofry w kształcie muminków, ciasta, makaroniki z postaciami no i oczywiście kawa i inne napoje. Jeśli zamówimy jakieś latte to baristka powinna zapytać jaki wzorek chcemy mieć na naszej kawie – ja zamówiłam makaronika z Małą Mi i na kawie też mi zrobili Małą Mi (nikt mnie nie zapytał, a chciałam paszczaka ). Wyglądało to tak:



A tak piłam moją kawę - nie będę ukrywać, między mną a muminkiem zaiskrzyło.



W smaku szału nie było, ale po odwiedzeniu kilku tematycznych kawiarni, stwierdzam, że nigdy smakowo szału nie ma, chodzi przede wszystkim o to, żeby był szał na fotkach. Dlatego też w muminkowej kawiarni mamy kilka miejsc do zrobienia fajnych fotek, na przykład taką wielką piękną ścianę z muminkową ilustracją:



Mamy też sporą pluszową Bukę, Włóczykija a nawet Hatifnata!!! (przed chwilą wpisałam w google – długie białe coś  z muminków i wyszło mi, że to się nazywa Hatifnat :o  https://pl.wikipedia.org/wiki/Hatifnatowie ).


Buka


Hatifnat

Jak już pocykaliśmy fotki, to możemy jeszcze zapoatrzyć się w muminkowym sklepiku, ale wydaje mi się, że wybór nie jest jakiś wielki a ceny są mocno wygórowane, no ale jak ktoś jest muminkowym maniakiem to na pewno się na coś skusi).


I na koniec jeszcze pare zdjęć wnętrza. 





Jak Wam się podoba muminkowa kawiarnia? Wydaje mi się, żę jest warta odwiedzenia, przywołuje wspomnienia z dzieciństwa.

Taki kawiarniowy post to więcej zdjęć niż czytania i nie jestem pewna czy to Was moi czytelnicy ciekawi więc będę wdzięczna za odzew w komentarzach! 


To był pierwszy post z kawiarnianej serii, więc wybaczcie niedoróbki. W następnym poście pokaże Wam kawiarnie Kings Cross 9 ¾ czyli obowiązkowe miejsce do odwiedzenia dla każdego fana Harrego Pottera!
Dziękuję za uwagę 😉


piątek, 28 grudnia 2018

Musisz zacząć pisać tego bloga o Korei...


No to zaczynam!
Pierwszy krok zawsze jest najtrudniejszy, nie inaczej jest też w tym przypadku. Chociaż tak naprawdę pierwszy krok został postawiony kiedy wybrałam tytuł tego bloga (ile to się namyślałam a jak teraz patrzę na nagłówek i adres to w sumie mi się nie podoba), no ale okej, załóżmy, że chodzi o pierwszą notkę... najtrudniej napisać pierwszą notkę.
Ogólnie drodzy czytelnicy (teraz Was jeszcze nie ma, prawdopodobnie długo nie będzie, ale jakbyście kiedyś byli, to pewnie dotrzecie do pierwszej notki - przynajmniej ja zwykle tak mam) chodzi o to, że wpadłam na pomysł założenia bloga o Korei i muszę jakoś zacząć. A zbliża się koniec roku - a raczej nieubłaganie nadciąga bo mamy 29 grudnia... I problem jest taki, że jakby ta oto pierwsza notka powstała na początku Nowego Roku (przyp. aut. 2019) to wyglądałoby to wszystko na postanowienie noworoczne, a wiadomo przecież, że żadne postanowienie noworoczne nie ma prawa zakończyć się sukcesem (tak było jest i będzie, takie są prawa natury, nic na to nie poradzimy), więc siłą rzeczy trzeba coś napisać teraz, już. 

Na razie mamy z 15 linijek o niczym więc przejdźmy do rzeczy - dlaczego wpadłam na pomysł założenia tego bloga? 

Po pierwsze - zanim przyjechałam do Korei naczytałam się w internecie, tylu bzdur o tym kraju, że sama się dziwie, że mi się nie odwidział cały ten wyjazd. Nie tylko ja się zresztą naczytałam, bo naczytała się tych bzdur również moja mama (Pozdrawiam Cię Mamuś!) i nie ułatwiło jej to na pewno życia w tym ciężkim okresie kiedy to córka postanawia, że będzie sobie mieszkać na drugim końcu świata. Ogólnie w internecie sporo jest informacji o Korei, ale ciężko znaleźć coś co nie było by skupione na narzekaniu, wyolbrzymianiu wad tego kraju itd. Jest to w sumie zrozumiałe bo wiadomo, że negatywne rzeczy są bardziej sensacyjne i pewnie dużo ludzi z wypiekami na twarzy przeczyta o tym jak koreańskie teściowe podczas każdych tradycyjnych koreańskich świąt dosłownie maltretują obowiązkami swoje synowe, no ale szanujmy się... Sama się zrobiłam teraz negatywna, ale chodzi mi o to, że denerwowało mnie, że na każdym blogu, powiela się tylko stereotypy o Korei a prawie nikt ciekawie nie pisze jak jest naprawdę.  

Po drugie - pierwszy powód się troszkę przydługasił, wiec przy drugim od razu powiem o co mi chodzi - kiedy opowiadałam znajomym lub rodzinie o niektórych koreańskich zwyczajach, albo nawet a może i szczególnie, koreańskim codziennym życiu to spotykałam się zawsze z wielkim zainteresowaniem. Więc zakładając, że nie było ono spowodowane tylko grzecznością moich znajomych/ rodziny, pomyślałam, że może uda mi się też tymi opowieściami zaciekawić innych (Was, Was czytelnicy). 

Po trzecie - zawsze chciałam pisać bloga i wreszcie mam o czym (jeeeeeeej)! 

No to chyba starczy już tej pierwszej notki, nie? Wstęp jest, powody są, jeszcze się tylko nie przedstawiłam, więc:

Cześć, jestem Wiola i mieszkam w Korei ;)

A więcej będzie innym razem.