Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreański. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2020

Piekarnie w Korei Południowej - Czy koreańczycy jedzą chleb? - Jaki chleb jedzą Koreańczycy

Piekarnie w Korei Południowej - Czy koreańczycy jedzą chleb? - Jaki chleb jedzą Koreańczycy

Dzisiaj kolejna krótka notka :) Tym razem o piekarniach!

Zastanawialiście się kiedyś czy Koreańczycy w ogóle jedzą chleb? Albo ciastka?

Tutaj znajdziecie odpowiedź.

Otóż, proszę Państwa, Koreańczycy też jedzą chleb, chociaż chleb jest tu słowem lekko nad wyraz. W Korei wszystko co pieczone z mąki nazywa się chlebem, czy to drożdżówka, czy to ciastko z kremem czy pieczywo czosnkowe, na wszystko mówi się czyli chleb. No, na torty mówi się 케이크 od angielskiego cake. No, ale nie odbiegając zbyt daleko od tematu, tak jak wspomniałam, Koreańczycy też jedzą chleb i to dość często, ale bardzo rzadko traktują go jako pełnowartościowy posiłek, raczej jako przekąskę, coś co się je po prawdziwym posiłku. Ja nie zbyt często jem chleb, ale jak mi się czasami zdarzy na śniadanie lub kolacje, to mój mąż się zawsze pyta czy chce do tego ryż, i „jak to tak bez ryżu, brzuch będzie bolał” – to daje pełny obraz tego co Koreańczycy myślą o chlebie. Chociaż oczywiście coraz większą popularnością cieszy się serwujący kanapki Subway, albo restauracje z wietnamskimi kanapkami Banh mi, to jednak większość Koreańczyków traktuje chleb i kanapki jako dodatek do prawdziwego śniadania/obiadu czy kolacji. I to pewnie dlatego, większość pieczywa spożywanego przez Koreańczyków jest na słodko, skoro już traktują to jako deser czy przekąskę, to lubią jak jest słodkie, i tak mamy tutaj pieczywo czosnkowe oblane błyszczącą warstwą miodu lub lukru oraz kanapki z szynką, serem i dżemem. Jak ktoś bardzo lubi pieczywo takie jak jest w Polsce to przy odwiedzeniu pierwszej lepszej koreańskiej piekarni, może doznać nie małego szoku.

Ale no właśnie o piekarniach chciałam napisać – najbardziej znaną i największą siecią piekarni w Korei jest Paris Baguette. „Ciesząca się” pogardą wśród wszystkich obcokrajowców, jednak niech pierwszy rzuci kamieniem kto w swoje urodziny nie jadł tortu z Paris Baguette. W tortach tych, niestety, bardziej niż o smak zadbano o wygląd, ale jak dobrze się postudiuje nazwy i opisy tych tortów to można wybrać smaczny. W PaBa (jak często nazywają Paris Baguette Koreańczycy) znajdziecie bardzo duży wybór słodkiego pieczywa, które bardzo odbiega od tego, jakie znamy z Polski, ale jak bardzo zatęsknicie za pieczywem to nawet zjadacz chleba 100% żytniego na zakwasie, w Paryskiej Bagietce znajdzie coś dla siebie. Ale uważajcie na wspomniane wyżej pieczywo czosnkowe, to jest różnica kulturowa, której żadne polskie podniebienie nie udźwignie.


Pieczywo w Paris Baguette

Torty w Paris Baguette (zwykle jest więcej, nie wiem dlaczego akurat w moje urodziny kiedy robiłam to zdjęcie, wybór był dość mały) 


Kolejna bardzo popularna sieć piekarni to Tous Les Jours – znowu francusko brzmiąca nazwa i kolejne królestwo słodkiego pieczywa, jednak mam wrażenie ( i chyba nie tylko ja, bo ostatnio Tous Les Jours borykało się z niemałymi problemami finansowymi ), że pieczywo tej sieci jest znacznie gorsze w smaku niż to z Paryskiej Bagietki, torty też takie mniej wymyślne, ale trochę tańsze, więc dla kolegi z pracy – tort z Tous Les Jours będzie ok, ale jak na kimś wam zależy to polecam jednak taki z PaBa 😉.

Tous Les Jours (tylko z zewnątrz, bo jak pisałam, smakiem nie powala)

Kolejny typ piekarni, który jest bardzo popularny na koreańskich ulicach, to piekarnie sprzedające 식빵 (czyt. sikbang), czyli brioszki, chociaż, ja zanim przyjechałam do Korei to nie bardzo wiedziałam co to brioszka, smakowo najbardziej to podobne do naszej chałki. Takie piekarnie z brioszkami mogą być sieciowe, ale często po prostu ktoś otwiera sobie jeden prywatny sklepik i bardzo często bankrutuje, nie oznacza to, że Koreańczycy nie lubią takich słodkich chlebków. Często w takich piekarniach ustawiają się kolejki ludzi czekających bo np. o 12 piekli czekoladowe brioszki.  To bankrutowanie koreańskich restauracji, piekarni czy kawiarni to jest temat na osoby post. Tak czy siak,  jeśli najdzie was ochota na słodkie to 식빵 to na pewno coś godnego spróbowania w Korei, tylko nie kupujcie go w supermarkecie a koniecznie w piekarni!

Tak właśnie wygląda 식빵

Piekarnia z brioszkami Bread and Meal 

Ostatni rodzaj piekarni o którym napisze to piekarnie przybyszy z Europy, niedaleko mojego poprzedniego mieszkania, piekarnię miał prawdziwy Francuz i jego żona Koreanka, niestety ulokowali swój biznes na ulicy, na której znajdowało się Paris Baguette i tak prawdziwa Francja przegrała z Francją koreańską. W mojej obecnej dzielnicy natomiast, piekarnie ma kobieta która studiowała na francuskim Cordon Bleu i jest to jedyne miejsce, w którym spotkałam chleb podobny do Polskiego i w którym do wypieków używa się zakwasu. Co ciekawe, piekarnia otwarta jest tylko w czwartki, piątki i soboty – i w te soboty chleb wyprzedaje się zaraz po otwarciu.


Tak wygląda wnętrze piekarni Pani z Cordon Bleu

A tak wygląda jej chleb na zakwasie, całkiem jak polski 


No dobrze, trochę się rozpisałam, ale podsumowując, wniosek jest taki, że wszystko co w Korei związane jest z chlebem ma coś wspólnego z Francją :). 

Dajcie znać w komentarzach czy skusilibyście się na wypieki będąc w Korei?

niedziela, 11 października 2020

To była długa, ponad roczna przerwa, ale chyba wróciłam...

To była długa, ponad roczna przerwa, ale chyba wróciłam...

Chyba czas wrócić na tego bloga… po ponad roku! A naprawdę wiele się przez ten rok wydarzyło. Moje życie bardzo się zmieniło - urodziłam Syna, a świat stanął do góry nogami przez pandemię.

Mój ostatni post, to był taki trochę poradnik o pierwszej podróży do Korei, niestety ostatnio pewnie nikomu z odwiedzających mojego bloga się on niestety nie przydał i nie wiadomo kiedy się przyda i czy w ogóle, czy zasady podróżowania całkiem się nie zmienią? Trochę dramatyzuję i muszę przyznać, że zdarzało mi się to w tym roku zdecydowanie za często. To też jeden z powodów dla którego nie było tu tak długo żadnej notki, nie umiałam się zebrać żeby napisać nic z pozytywnym wydźwiękiem, a taki był zamysł tego bloga, żeby pisać pozytywnie o życiu w kraju który tak kocham, a nie marudzić. Trzeba będzie nad tym trochę popracować… Kolejny powód był taki, że za bardzo się wczuwam w każdą notkę, jak pewnie zauważyliście, wszystkie dotychczasowe wpisy były dość obszerne i muszę powiedzieć, że pisanie takich obszernych notek wymaga więcej energii i czasu niż obecnie mam (patrz początek wpisu: urodziłam syna, hahaha), zdecydowanie nie należę do tych mam, które są w stanie ogarnąć kilkumiesięczne dziecko, życie towarzyskie, życie internetowe, hobby i jeszcze pracę, bardzo bym chciała, ale na razie średnio mi to wychodzi… Postanowiłam, więc, że będę pisać krótkie notki, może to się sprawdzi i moje posty będą bardziej regularne i może czytelnikom bloga też będzie łatwiej przeczytać szybki post niż zasiadać do moich elaboratów 😉. W ogóle, zauważyłam ostatnio na Instagramie, że bardzo się namnożyło instablogów o Korei, i muszę przyznać, że to był kolejny powód dla którego nic tu nie było, trochę mnie to demotywowało, że teraz tyle ludzi coś o Korei pisze, że w sumie tematy które chce poruszyć, często już ktoś poruszył itd… ale w sumie potem się ocknęłam, że wiele z tych osób to może nawet i czytelnicy mojego bloga i większość z nich nie mieszka w Korei a tylko się Koreą interesuje, tak jak ja kiedyś, więc przecież na pewno też się ucieszą jak będę coś pisać i w ogóle to Internet jest szeroki i głęboki i pomieści wszystkich.

Mędrzec ze wschodu w nowoczesnej wersji tradycyjnego koreańskiego stroju (hanbok) uszytej przez swoją matkę (czyli mnie) 

A zatem, to dlaczego nie było posta na blogu przez ponad rok, mamy już wyjaśnione, teraz proszę wszyscy mi kibicujcie, żebym nie zbierała weny na następnego posta kolejny rok 😊


 

czwartek, 28 marca 2019

Gangnam style – co noszą Koreanki [koreański styl] | Zakupy na Express Bus Terminal

Gangnam style – co noszą Koreanki [koreański styl] | Zakupy na Express Bus Terminal

Siemanko!



Poczuliście już pierwszy ciepły podmuch wiosennego wiatru? W Korei wiosna rozhulała się pełną parą, temperatury zaczęły przekraczać +10 stopni Celsjusza i pierwszy koreańscy śmiałkowie zdecydowali się na pożegnanie „tradycyjnego” koreańskiego zimowego stroju jakim jest czarny płaszcz do kostek ala śpiwór (zdjęcie poniżej) i zastąpienie go czymś lżejszym. Ja też podjęłam ten odważny krok, i niestety zorientowałam się, że moja garderoba w kwestii wiosny pozostawia wiele do życzenia, dlatego też wybrałam się na zakupy i pomyślałam, że będzie to świetna okazja na pokazanie Wam tego co nosi się w Korei.

Coś bez czego zima w Korei nie ma racji bytu [source: https://blog.naver.com/815712/221406624868 ]

Na zakupy postanowiłam udać się do miejsca którego nazwa za sprawą pewnej piosenki, znana jest na całym świece - Gangnam! 
Każdy, kto interesuje się Koreą, wie (a kto nie wie, to już mówię) że Gangnam jest dzielnicą Seulu, i to dzielnicą nie byle jaką bo jedną z najdroższych. Gangnam to królestwo operacji plastycznych i „ładnych ludzi”, wiele KPOPowych wytwórni ma tam swoje siedziby i ogólnie jest prestiż i bogactwo. 
Pomyślicie, że napadłam na bank, skoro na miejsce moich wiosennych zakupów wybrałam najdroższą Seulską dzielnice, ale nie tak prędko Drodzy Czytelnicy. W Gangnam a dokładnie Gangnam Bus Terminal, znajduje się jedno z najtańszych miejsc w którym znajdziemy wszystko co obecnie w Korei jest na czasie i to właśnie miejsce było przedmiotem mojego zakupowego zainteresowana (no bo kto lubi przepłacać). 
Oczywiście, niektóre rzeczy możemy znaleźć taniej w Internecie (to jakie ciekawe rzeczy na wiosnę można kupić „w koreańskich internatach” możecie zobaczyć w video Pyry w Korei (pozdrawiam) tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Xb8zSPcMZao ), ale pomyślałam, że z punktu widzenia mojego Czytelnika, który prawdopodobnie chciałby odwiedzić Koreę turystycznie, taki post z zakupów na żywo, albo nazwijmy to – przewodnik po koreańskich stylach też się przyda.

Dlatego zaczynamy:

Gangnam Bus Terminal to nic innego jak wielki dworzec autobusowy a także stacja metra. Na tej właśnie stacji metra, pod ziemią (kierujcie się do wyjśćia nr 8-2) znajduje się miejsce w którym możemy tanio obkupić się we wszystko co obecnie w Korei jest na czasie – i mówiąc tanio mam na myśli polskie standardy czyli – bluzki za 15 zł, koszule, spódnice, bluzy za 30-40 zł, płaszcze za 60 – 100 zł… No mi się wydaje, że jest taniej niż na zwykłym polskim targu. I skoro już wspomniałam o targu to właśnie takie skojarzenia budzi to miejsce na pierwszy rzut oka… Bo wygląda jak bardzo długa i hala targowa. To jak wygląda mogę Wam zobrazować tylko takim biednym zdjęciem z instagrama, bo okazje się, że nie zrobiłam żadnego normalnego zdjęcia całości (no brawo).


Co ciekawe, mniejsze wersje tego podziemnego targowiska, możemy znaleźć w wielu stacjach metra w Korei i są one bardzo popularne, szczególnie wśród młodzieży, bo można tam znaleźć ładne ubrania, naprawdę tanio. Niestety, przez to, że popularne są one główne wśród młodych dziewczyn rozmiarówka (a raczej jej brak bo prawie wszystko jest w tak zwanym free size – czyli jednym rozmiarze) jest dopasowana do rozmiaru przeciętnej młodej Koreanki, który jest dość mały jak na polskie standardy. Ale, że ostatnio króluje moda na za duże ubrania, a w Korei to już całkiem wszyscy noszą wszystko za duże, to każdy ma szansę znaleźć tu coś dla siebie.

Skoro wspomniałam już o za dużych ubraniach, przejdźmy do tego co możemy znaleźć na takim koreańskim targowisku – i w sumie odpowiada to też temu co możemy znaleźć w korańskim zwykłym centrum handlowym (często w centrum handlowym będą to dokładnie te same ubrania tylko, że za znacznie wyższą cenę).

Mam wrażenie, że koreańskie „style” można zamknąć w czterech kategoriach (które Wam tu w skrócie przedstawię):

1.     Oversize – czyli za duże ubrania
Jak już wspomniałam, za duże ubrania królują na koreańskich ulicach i o ile Koreanki (a szczególnie te szczupłe) będą wyglądały w nich uroczo, to założone przez białego człowieka wyglądają już jakoś dziwnie, nie wiem czy to nasze kształty nie są odpowiednie do takich worków, czy co. Tak czy siak, takich dużych ubrań jest pełno wszędzie i jeżeli pójdziemy do biblioteki, parku albo do supermarketu to możemy być pewni że 80 procent spotkanych Koreanek będzie ubrane albo w wielki t-shirt i szerokie spodnie, albo w bluze do kolan + leginsy, albo w sukienkę na szelkach ew. spodnie ogrodniczki.


Te szelki to jest osobny wątek bo takie „ogrodniczkowe” sukienki i spodnie na szelkach są tutaj bardzo popularne i zwykle są noszone w ten sam sposób czyli biały obszerny t-shirt + ciemna duża sukienka/spodnie na szelkach.



2.     Kółko różańcowe – czyli ubierz się tak, żeby Twoja babcia się nie musiała wstydzić
Taki styl na aspirującą zakonnice to ubrania, w które Koreanki chętnie ubierają się na uczelnie lub do pracy. Przeważają tu głównie bluzki z okrągłymi kołnierzykami, mocno babciowe sweterki i spódnice za kolano. 


Oraz sukienki koniecznie z falbankami i koniecznie w jakiś kwiatowy wzorek. 


Te sukienki wiosną nosi się z długim płaszczem, tak żeby dół falbanki wystawał spod płaszcza, albo (i tutaj uwaga bo będzie szok) z pulowerkiem czyli takim sweterkowym bezrękawnikiem w serek! Nie, nie zmyśliłam tego… na dowód macie zdjęcie. 


3.    
KPOPowa nastolatka
To kategoria ubrań w których chce chodzić każda gimnazjalistka/licealistka, ale ubranej w to studentki albo kobiety pracującej już tak łatwo nie znajdziemy…
Królują tu krótkie spódniczki, zestawy spódniczka + kurtka w takim samym kolorze i dopasowane bluzki. I tu sprawa warta zaznaczenia, o ile spódniczki potrafią być tutaj naprawdę krótkie i będą odsłaniać dosłownie całe nogi, to już koszulek na ramiączkach albo dużych dekoltów tutaj nie znajdziemy. Taka ta koreańska kultura, że nie widzą niczego złego w świeceniu połową tyłka, ale ramion to odsłaniać nie chcą. Niestety ubrania w tej kategorii nie należą do ubrań oversize i mam wrażenie, że ich rozmiary są serio dopasowane pod kpopowe standardy, no w skrócie mówiąc te spódniczki to bym sobie mogła co najwyżej na nos wcisnąć…



4.     Artystka w średnim wieku
Jest to kategoria w którą ubiera się, ta mam wrażenie troszkę bardziej stylowa, część grupy kobiet w wieku 40+ w Korei. Jakoś mi się wydaje, że noszą się tak właśnie trochę artystyczne dusze, i sama bym się na parę rzeczy skusiła, ale no wiek jeszcze nie ten, poczekajmy. Charakterystyczną cechą tutaj są kolory – pastele i wszelkie odcienie niebieskiego, hafty… dużo haftów, bawełniane apaszki i  kapelusze. Ubrania tego typu nie należą do dopasowanych i tylko na nie patrząc można odnieść wrażenie, że są bardzo wygodne prawda?



5.     *Bonusowy styl* - Księżniczka w pidżamie
Powiedziałam na początku, że główne style będą cztery, ale ta kategoria to taki bonusik, bo nie widziałam, chyba nigdy na żywo osoby ubranej w takie ubrania, ale za to widziałam bardzo dużo sklepów które takie ubrania sprzedają. Na samym bus terminalu jest takich sklepów ze cztery i co ciekawe, ceny w nich są zdecydowanie wyższe niż w pozostałych sklepach (taka jedna sukieneczka to wydatek rzędu 300 zł). Ale są piękne, jakbym była księżniczką, to tak ubrana chodziłabym w weekendowe poranki po moim pałacu. Tutaj nie ma co się rozpisywać, popatrzcie tylko na te zdjęcia.





I to chyba wszystko, jak może zauważyliście opisałam tylko to w co ubierają się Koreanki a zupełnie pominęłam Koreańczyków, i stało się tak dlatego, że na tym wielkim targowisku, sklepów z męskimi ubraniami, było może ze cztery. Nie wiem czemu tak jest, wydaje mi się, że mężczyźni tutaj kupują wszystko w Internecie, a może mają jakieś osobne miejscówki o których nie wiem (?) dlatego Panowie wybaczcie, przewodnika po męskich stylach raczej nie będzie.

Nie wspomniałam jeszcze o dodatkach – na całym bus terminalu jest naprawdę sporo sklepów z torebkami i butami w bardzo przystępnych cenach, jednak odniosłam wrażenie, że jakość tych produktów jest o wiele gorsza niż jakość ubrań jakie możemy tutaj kupić. Na każdym stoisku z butami czy torebkami uderzy nas silny sztuczny zapach, taki sam jaki możemy poczuć w „chińskim centrum handlowym” w Polsce, dlatego myślę że na zakupy ubraniowe, mogę polecić to miejsce z pełną odpowiedzialnością, ale jeśli szukacie butów lub torebek, to lepiej poszukać czegoś dobrej jakości  w „prawdziwym” centrum handlowym.

To by było na tyle z mojego gangnam style. Dajcie znać w komentarzach jak podobają Wam się te koreańskie ubrania i w którym z opisanych stylów byście się odnalazły!
Papa 😊






środa, 27 lutego 2019

>>> Muminkowa kawiarnia w Seulu <<< nietypowe koreańskie kawiarnie

>>> Muminkowa kawiarnia w Seulu <<<   nietypowe koreańskie kawiarnie
Dzień dobry! 

Prawie cały luty mnie nie było za co bardzo przepraszam! W każdym poradniku blogera piszą, że najważniejsza w prowadzeniu bloga jest systematyczność a tu bach na samym początku blogowania od razu miesiąc przerwy… No dramat, ale to wszystko dlatego, że luty był dla mnie bardzo pracowity, bo – raz – zapisałam się na Korean Immigration and Integration Program i w każdą niedziele spędzam 8 godzin ucząc się koreańskiego (czy jest wśród moich czytelników, ktoś zainteresowany nauką koreańskiego? Bo nie wiem czy posty o takiej tematyce pisać, czy raczej nie?), a dwa – bo luty to okres ferii zimowych co dla każdego nauczyciela angielskiego (a bo ja nie mówiłam, że uczę angielskiego, bo nie ma przecież dalej na tym blogu strony o mnie… matko ile zaległości do nadrobienia!) wiąże się ze wzmożoną pracą – paradoksalnie bo przecież w ferie się powinno odpoczywać, ale nie w Korei… - rano pracowałam na tak zwanym English Camp – czyli takich feriach z angielskim i musze powiedzieć że była to póki co najlepsza praca mojego życia bo polegała na gadaniu z dziećmi trzy godziny po angielsku, żadnego pisania, gramatyki, sprawdzania klasówek. No a po południu miałam swoją normalną prace w szkole angielskiego. A w soboty miałam lekcje pokazowe, czyli nakłaniałam dzieci, żeby zapisały się do naszej szkoły… Sami widzicie troszkę roboty było, ale koniec tego jęczenia, trzeba wziąć się w garść i zacząć porządnie blogowac, przejdźmy więc do tematu dzisiejszego posta.

Dzisiejszy post będzie pierwszym postem z serii o nietypowych koreańskich kawiarniach.

Jeśli oglądacie czasem Galileo albo jakiś inny tego typu program, to pokazują tam często takie dziwne kawiarnie z Chin, Japonii, albo Korei. Z jakiegoś powodu w tych krajach ciekawych kawiarni jest dużo, może dlatego, że w ogóle kawiarni jest tu niesamowicie dużo i nie jest to związane ze szczególnym zamiłowaniem Azjatów do dobrej kawy (bo w domu i pracy wszyscy piją okropną przesłodzoną rozpuszczalną trzy w jednym), a raczej z ich zamiłowaniem do spędzania czasu poza domem). Czasami na jednej ulicy znajdziemy Starbucksa, ze trzy koreańskie sieciowe kawiarnie i kilka nie sieciowych w tym takich bardziej hipsterskich, do posiedzenia i takich gdzie kawa jest tylko na wynos… Jest w czym wybierać i dzięki takiej dużej konkurencji czasami jesteśmy w stanie wypić dobrą kawę naprawdę tanio – szczególnie w kawiarniach z kawą na wynos (mój rekord to 900 won za amerikano (serio dobre było, nie że lura)).

Ale! Nie miało być o taniej kawie tylko o ciekawych kawiarniach, dlatego na pierwszy ogień kawiarnia, która pewnie urzeknie każdego Polaka (szczególnie takiego, którego dzieciństwo przypadało na lata 90te) – kawiarnia muminkowa Moomin&Me!



Okazuje się, że Muminki  dotarły nawet do Azji, ale w sumie, ta muminkowa estetyka jest trochę taka, że jakbym nie wiedziała, że Muminki pochodzą z Finlandii to podejrzewałabym, że z Japonii. Muminki w Korei są bardzo popularne, w sklepach z kosmetykami często pojawiają się muminkowe serie, w sklepach papierniczych znajdziemy wszystkie przybory szkolne z muminkami, są też muminkowe skarpetki, kosmetyki, no wszystko. Pewnie dlatego powstała, też i kawiarnia. Jest to już druga muminkowa kawiarnia, pierwsza była bardziej efektowna, ale chyba przez to, że była położona w znacznie droższym miejscu została zamknięta ( ciekawostka: w Korei nowe kawiarnie otwierają się naprawdę często, a bankrutują jeszcze częściej, dlatego jeśli jedziecie do Korei i znaleźliście w internecie jakąś ekstra kawiarnie to sprawdźcie dokładnie czy jeszcze istnieje, bo ja ostatnio szłam do Hello Kitty cafe a okazało się, że zastałam jakąś dziwną restaurację ).

Przejdźmy w końcu do samej kawiarni. Kawiarnia Moomin&Me mieści się oczywiście w Seulu (stolyca). W Seulu znajdziemy naprawdę bardzo dużo ciekawych kawiarni więc jeśli ktoś przyjeżdża na dłuższą wycieczkę to może poświęcić cały dzień na wycieczkę po kawiarniach a i tak czasu mu zabraknie.

Żebyście mogli łatwo znaleźć kawiarnie, umieszczam mapkę:


Idąc raczej jej nie przeoczymy bo na budynku powieszony jest wielki baner z domem muminków. Kawiarnia mieści się na piętrze i jak widać na zdjęciu z zewnątrz rewelacji nie ma.



Wchodzimy do środka - jeszcze nie jesteśmy  w kawiarni a dopiero na klatce schodowej, ale od razu wita nas mapa doliny Muminków i mama Muminka z Panią Filifionką i jej dziećmi.
Wesoła gromadka przed wejściem
Mapa doliny muminków
Przez szybę możemy już dostrzec czekające na nas przy stolikach muminki, więc nawet jak idziemy samemu to nie będzie nam smutno bo kawiarni czeka na nas muminkowe towarzystwo.



Teraz pojawia się pytanie, co mamy w menu. Straszna ze mnie gapa i nie zrobiłam zdjęcia menu, ale możemy je znaleźć (nawet w wersji angielskiej) na stronie kawiarni: http://www.moomincafe.co.kr/moomin-me/menu-intro/dessert/en/ .
Z muminkowych specjałów są: gofry w kształcie muminków, ciasta, makaroniki z postaciami no i oczywiście kawa i inne napoje. Jeśli zamówimy jakieś latte to baristka powinna zapytać jaki wzorek chcemy mieć na naszej kawie – ja zamówiłam makaronika z Małą Mi i na kawie też mi zrobili Małą Mi (nikt mnie nie zapytał, a chciałam paszczaka ). Wyglądało to tak:



A tak piłam moją kawę - nie będę ukrywać, między mną a muminkiem zaiskrzyło.



W smaku szału nie było, ale po odwiedzeniu kilku tematycznych kawiarni, stwierdzam, że nigdy smakowo szału nie ma, chodzi przede wszystkim o to, żeby był szał na fotkach. Dlatego też w muminkowej kawiarni mamy kilka miejsc do zrobienia fajnych fotek, na przykład taką wielką piękną ścianę z muminkową ilustracją:



Mamy też sporą pluszową Bukę, Włóczykija a nawet Hatifnata!!! (przed chwilą wpisałam w google – długie białe coś  z muminków i wyszło mi, że to się nazywa Hatifnat :o  https://pl.wikipedia.org/wiki/Hatifnatowie ).


Buka


Hatifnat

Jak już pocykaliśmy fotki, to możemy jeszcze zapoatrzyć się w muminkowym sklepiku, ale wydaje mi się, że wybór nie jest jakiś wielki a ceny są mocno wygórowane, no ale jak ktoś jest muminkowym maniakiem to na pewno się na coś skusi).


I na koniec jeszcze pare zdjęć wnętrza. 





Jak Wam się podoba muminkowa kawiarnia? Wydaje mi się, żę jest warta odwiedzenia, przywołuje wspomnienia z dzieciństwa.

Taki kawiarniowy post to więcej zdjęć niż czytania i nie jestem pewna czy to Was moi czytelnicy ciekawi więc będę wdzięczna za odzew w komentarzach! 


To był pierwszy post z kawiarnianej serii, więc wybaczcie niedoróbki. W następnym poście pokaże Wam kawiarnie Kings Cross 9 ¾ czyli obowiązkowe miejsce do odwiedzenia dla każdego fana Harrego Pottera!
Dziękuję za uwagę 😉