czwartek, 28 marca 2019

Gangnam style – co noszą Koreanki [koreański styl] | Zakupy na Express Bus Terminal

Gangnam style – co noszą Koreanki [koreański styl] | Zakupy na Express Bus Terminal

Siemanko!



Poczuliście już pierwszy ciepły podmuch wiosennego wiatru? W Korei wiosna rozhulała się pełną parą, temperatury zaczęły przekraczać +10 stopni Celsjusza i pierwszy koreańscy śmiałkowie zdecydowali się na pożegnanie „tradycyjnego” koreańskiego zimowego stroju jakim jest czarny płaszcz do kostek ala śpiwór (zdjęcie poniżej) i zastąpienie go czymś lżejszym. Ja też podjęłam ten odważny krok, i niestety zorientowałam się, że moja garderoba w kwestii wiosny pozostawia wiele do życzenia, dlatego też wybrałam się na zakupy i pomyślałam, że będzie to świetna okazja na pokazanie Wam tego co nosi się w Korei.

Coś bez czego zima w Korei nie ma racji bytu [source: https://blog.naver.com/815712/221406624868 ]

Na zakupy postanowiłam udać się do miejsca którego nazwa za sprawą pewnej piosenki, znana jest na całym świece - Gangnam! 
Każdy, kto interesuje się Koreą, wie (a kto nie wie, to już mówię) że Gangnam jest dzielnicą Seulu, i to dzielnicą nie byle jaką bo jedną z najdroższych. Gangnam to królestwo operacji plastycznych i „ładnych ludzi”, wiele KPOPowych wytwórni ma tam swoje siedziby i ogólnie jest prestiż i bogactwo. 
Pomyślicie, że napadłam na bank, skoro na miejsce moich wiosennych zakupów wybrałam najdroższą Seulską dzielnice, ale nie tak prędko Drodzy Czytelnicy. W Gangnam a dokładnie Gangnam Bus Terminal, znajduje się jedno z najtańszych miejsc w którym znajdziemy wszystko co obecnie w Korei jest na czasie i to właśnie miejsce było przedmiotem mojego zakupowego zainteresowana (no bo kto lubi przepłacać). 
Oczywiście, niektóre rzeczy możemy znaleźć taniej w Internecie (to jakie ciekawe rzeczy na wiosnę można kupić „w koreańskich internatach” możecie zobaczyć w video Pyry w Korei (pozdrawiam) tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Xb8zSPcMZao ), ale pomyślałam, że z punktu widzenia mojego Czytelnika, który prawdopodobnie chciałby odwiedzić Koreę turystycznie, taki post z zakupów na żywo, albo nazwijmy to – przewodnik po koreańskich stylach też się przyda.

Dlatego zaczynamy:

Gangnam Bus Terminal to nic innego jak wielki dworzec autobusowy a także stacja metra. Na tej właśnie stacji metra, pod ziemią (kierujcie się do wyjśćia nr 8-2) znajduje się miejsce w którym możemy tanio obkupić się we wszystko co obecnie w Korei jest na czasie – i mówiąc tanio mam na myśli polskie standardy czyli – bluzki za 15 zł, koszule, spódnice, bluzy za 30-40 zł, płaszcze za 60 – 100 zł… No mi się wydaje, że jest taniej niż na zwykłym polskim targu. I skoro już wspomniałam o targu to właśnie takie skojarzenia budzi to miejsce na pierwszy rzut oka… Bo wygląda jak bardzo długa i hala targowa. To jak wygląda mogę Wam zobrazować tylko takim biednym zdjęciem z instagrama, bo okazje się, że nie zrobiłam żadnego normalnego zdjęcia całości (no brawo).


Co ciekawe, mniejsze wersje tego podziemnego targowiska, możemy znaleźć w wielu stacjach metra w Korei i są one bardzo popularne, szczególnie wśród młodzieży, bo można tam znaleźć ładne ubrania, naprawdę tanio. Niestety, przez to, że popularne są one główne wśród młodych dziewczyn rozmiarówka (a raczej jej brak bo prawie wszystko jest w tak zwanym free size – czyli jednym rozmiarze) jest dopasowana do rozmiaru przeciętnej młodej Koreanki, który jest dość mały jak na polskie standardy. Ale, że ostatnio króluje moda na za duże ubrania, a w Korei to już całkiem wszyscy noszą wszystko za duże, to każdy ma szansę znaleźć tu coś dla siebie.

Skoro wspomniałam już o za dużych ubraniach, przejdźmy do tego co możemy znaleźć na takim koreańskim targowisku – i w sumie odpowiada to też temu co możemy znaleźć w korańskim zwykłym centrum handlowym (często w centrum handlowym będą to dokładnie te same ubrania tylko, że za znacznie wyższą cenę).

Mam wrażenie, że koreańskie „style” można zamknąć w czterech kategoriach (które Wam tu w skrócie przedstawię):

1.     Oversize – czyli za duże ubrania
Jak już wspomniałam, za duże ubrania królują na koreańskich ulicach i o ile Koreanki (a szczególnie te szczupłe) będą wyglądały w nich uroczo, to założone przez białego człowieka wyglądają już jakoś dziwnie, nie wiem czy to nasze kształty nie są odpowiednie do takich worków, czy co. Tak czy siak, takich dużych ubrań jest pełno wszędzie i jeżeli pójdziemy do biblioteki, parku albo do supermarketu to możemy być pewni że 80 procent spotkanych Koreanek będzie ubrane albo w wielki t-shirt i szerokie spodnie, albo w bluze do kolan + leginsy, albo w sukienkę na szelkach ew. spodnie ogrodniczki.


Te szelki to jest osobny wątek bo takie „ogrodniczkowe” sukienki i spodnie na szelkach są tutaj bardzo popularne i zwykle są noszone w ten sam sposób czyli biały obszerny t-shirt + ciemna duża sukienka/spodnie na szelkach.



2.     Kółko różańcowe – czyli ubierz się tak, żeby Twoja babcia się nie musiała wstydzić
Taki styl na aspirującą zakonnice to ubrania, w które Koreanki chętnie ubierają się na uczelnie lub do pracy. Przeważają tu głównie bluzki z okrągłymi kołnierzykami, mocno babciowe sweterki i spódnice za kolano. 


Oraz sukienki koniecznie z falbankami i koniecznie w jakiś kwiatowy wzorek. 


Te sukienki wiosną nosi się z długim płaszczem, tak żeby dół falbanki wystawał spod płaszcza, albo (i tutaj uwaga bo będzie szok) z pulowerkiem czyli takim sweterkowym bezrękawnikiem w serek! Nie, nie zmyśliłam tego… na dowód macie zdjęcie. 


3.    
KPOPowa nastolatka
To kategoria ubrań w których chce chodzić każda gimnazjalistka/licealistka, ale ubranej w to studentki albo kobiety pracującej już tak łatwo nie znajdziemy…
Królują tu krótkie spódniczki, zestawy spódniczka + kurtka w takim samym kolorze i dopasowane bluzki. I tu sprawa warta zaznaczenia, o ile spódniczki potrafią być tutaj naprawdę krótkie i będą odsłaniać dosłownie całe nogi, to już koszulek na ramiączkach albo dużych dekoltów tutaj nie znajdziemy. Taka ta koreańska kultura, że nie widzą niczego złego w świeceniu połową tyłka, ale ramion to odsłaniać nie chcą. Niestety ubrania w tej kategorii nie należą do ubrań oversize i mam wrażenie, że ich rozmiary są serio dopasowane pod kpopowe standardy, no w skrócie mówiąc te spódniczki to bym sobie mogła co najwyżej na nos wcisnąć…



4.     Artystka w średnim wieku
Jest to kategoria w którą ubiera się, ta mam wrażenie troszkę bardziej stylowa, część grupy kobiet w wieku 40+ w Korei. Jakoś mi się wydaje, że noszą się tak właśnie trochę artystyczne dusze, i sama bym się na parę rzeczy skusiła, ale no wiek jeszcze nie ten, poczekajmy. Charakterystyczną cechą tutaj są kolory – pastele i wszelkie odcienie niebieskiego, hafty… dużo haftów, bawełniane apaszki i  kapelusze. Ubrania tego typu nie należą do dopasowanych i tylko na nie patrząc można odnieść wrażenie, że są bardzo wygodne prawda?



5.     *Bonusowy styl* - Księżniczka w pidżamie
Powiedziałam na początku, że główne style będą cztery, ale ta kategoria to taki bonusik, bo nie widziałam, chyba nigdy na żywo osoby ubranej w takie ubrania, ale za to widziałam bardzo dużo sklepów które takie ubrania sprzedają. Na samym bus terminalu jest takich sklepów ze cztery i co ciekawe, ceny w nich są zdecydowanie wyższe niż w pozostałych sklepach (taka jedna sukieneczka to wydatek rzędu 300 zł). Ale są piękne, jakbym była księżniczką, to tak ubrana chodziłabym w weekendowe poranki po moim pałacu. Tutaj nie ma co się rozpisywać, popatrzcie tylko na te zdjęcia.





I to chyba wszystko, jak może zauważyliście opisałam tylko to w co ubierają się Koreanki a zupełnie pominęłam Koreańczyków, i stało się tak dlatego, że na tym wielkim targowisku, sklepów z męskimi ubraniami, było może ze cztery. Nie wiem czemu tak jest, wydaje mi się, że mężczyźni tutaj kupują wszystko w Internecie, a może mają jakieś osobne miejscówki o których nie wiem (?) dlatego Panowie wybaczcie, przewodnika po męskich stylach raczej nie będzie.

Nie wspomniałam jeszcze o dodatkach – na całym bus terminalu jest naprawdę sporo sklepów z torebkami i butami w bardzo przystępnych cenach, jednak odniosłam wrażenie, że jakość tych produktów jest o wiele gorsza niż jakość ubrań jakie możemy tutaj kupić. Na każdym stoisku z butami czy torebkami uderzy nas silny sztuczny zapach, taki sam jaki możemy poczuć w „chińskim centrum handlowym” w Polsce, dlatego myślę że na zakupy ubraniowe, mogę polecić to miejsce z pełną odpowiedzialnością, ale jeśli szukacie butów lub torebek, to lepiej poszukać czegoś dobrej jakości  w „prawdziwym” centrum handlowym.

To by było na tyle z mojego gangnam style. Dajcie znać w komentarzach jak podobają Wam się te koreańskie ubrania i w którym z opisanych stylów byście się odnalazły!
Papa 😊






środa, 27 lutego 2019

>>> Muminkowa kawiarnia w Seulu <<< nietypowe koreańskie kawiarnie

>>> Muminkowa kawiarnia w Seulu <<<   nietypowe koreańskie kawiarnie
Dzień dobry! 

Prawie cały luty mnie nie było za co bardzo przepraszam! W każdym poradniku blogera piszą, że najważniejsza w prowadzeniu bloga jest systematyczność a tu bach na samym początku blogowania od razu miesiąc przerwy… No dramat, ale to wszystko dlatego, że luty był dla mnie bardzo pracowity, bo – raz – zapisałam się na Korean Immigration and Integration Program i w każdą niedziele spędzam 8 godzin ucząc się koreańskiego (czy jest wśród moich czytelników, ktoś zainteresowany nauką koreańskiego? Bo nie wiem czy posty o takiej tematyce pisać, czy raczej nie?), a dwa – bo luty to okres ferii zimowych co dla każdego nauczyciela angielskiego (a bo ja nie mówiłam, że uczę angielskiego, bo nie ma przecież dalej na tym blogu strony o mnie… matko ile zaległości do nadrobienia!) wiąże się ze wzmożoną pracą – paradoksalnie bo przecież w ferie się powinno odpoczywać, ale nie w Korei… - rano pracowałam na tak zwanym English Camp – czyli takich feriach z angielskim i musze powiedzieć że była to póki co najlepsza praca mojego życia bo polegała na gadaniu z dziećmi trzy godziny po angielsku, żadnego pisania, gramatyki, sprawdzania klasówek. No a po południu miałam swoją normalną prace w szkole angielskiego. A w soboty miałam lekcje pokazowe, czyli nakłaniałam dzieci, żeby zapisały się do naszej szkoły… Sami widzicie troszkę roboty było, ale koniec tego jęczenia, trzeba wziąć się w garść i zacząć porządnie blogowac, przejdźmy więc do tematu dzisiejszego posta.

Dzisiejszy post będzie pierwszym postem z serii o nietypowych koreańskich kawiarniach.

Jeśli oglądacie czasem Galileo albo jakiś inny tego typu program, to pokazują tam często takie dziwne kawiarnie z Chin, Japonii, albo Korei. Z jakiegoś powodu w tych krajach ciekawych kawiarni jest dużo, może dlatego, że w ogóle kawiarni jest tu niesamowicie dużo i nie jest to związane ze szczególnym zamiłowaniem Azjatów do dobrej kawy (bo w domu i pracy wszyscy piją okropną przesłodzoną rozpuszczalną trzy w jednym), a raczej z ich zamiłowaniem do spędzania czasu poza domem). Czasami na jednej ulicy znajdziemy Starbucksa, ze trzy koreańskie sieciowe kawiarnie i kilka nie sieciowych w tym takich bardziej hipsterskich, do posiedzenia i takich gdzie kawa jest tylko na wynos… Jest w czym wybierać i dzięki takiej dużej konkurencji czasami jesteśmy w stanie wypić dobrą kawę naprawdę tanio – szczególnie w kawiarniach z kawą na wynos (mój rekord to 900 won za amerikano (serio dobre było, nie że lura)).

Ale! Nie miało być o taniej kawie tylko o ciekawych kawiarniach, dlatego na pierwszy ogień kawiarnia, która pewnie urzeknie każdego Polaka (szczególnie takiego, którego dzieciństwo przypadało na lata 90te) – kawiarnia muminkowa Moomin&Me!



Okazuje się, że Muminki  dotarły nawet do Azji, ale w sumie, ta muminkowa estetyka jest trochę taka, że jakbym nie wiedziała, że Muminki pochodzą z Finlandii to podejrzewałabym, że z Japonii. Muminki w Korei są bardzo popularne, w sklepach z kosmetykami często pojawiają się muminkowe serie, w sklepach papierniczych znajdziemy wszystkie przybory szkolne z muminkami, są też muminkowe skarpetki, kosmetyki, no wszystko. Pewnie dlatego powstała, też i kawiarnia. Jest to już druga muminkowa kawiarnia, pierwsza była bardziej efektowna, ale chyba przez to, że była położona w znacznie droższym miejscu została zamknięta ( ciekawostka: w Korei nowe kawiarnie otwierają się naprawdę często, a bankrutują jeszcze częściej, dlatego jeśli jedziecie do Korei i znaleźliście w internecie jakąś ekstra kawiarnie to sprawdźcie dokładnie czy jeszcze istnieje, bo ja ostatnio szłam do Hello Kitty cafe a okazało się, że zastałam jakąś dziwną restaurację ).

Przejdźmy w końcu do samej kawiarni. Kawiarnia Moomin&Me mieści się oczywiście w Seulu (stolyca). W Seulu znajdziemy naprawdę bardzo dużo ciekawych kawiarni więc jeśli ktoś przyjeżdża na dłuższą wycieczkę to może poświęcić cały dzień na wycieczkę po kawiarniach a i tak czasu mu zabraknie.

Żebyście mogli łatwo znaleźć kawiarnie, umieszczam mapkę:


Idąc raczej jej nie przeoczymy bo na budynku powieszony jest wielki baner z domem muminków. Kawiarnia mieści się na piętrze i jak widać na zdjęciu z zewnątrz rewelacji nie ma.



Wchodzimy do środka - jeszcze nie jesteśmy  w kawiarni a dopiero na klatce schodowej, ale od razu wita nas mapa doliny Muminków i mama Muminka z Panią Filifionką i jej dziećmi.
Wesoła gromadka przed wejściem
Mapa doliny muminków
Przez szybę możemy już dostrzec czekające na nas przy stolikach muminki, więc nawet jak idziemy samemu to nie będzie nam smutno bo kawiarni czeka na nas muminkowe towarzystwo.



Teraz pojawia się pytanie, co mamy w menu. Straszna ze mnie gapa i nie zrobiłam zdjęcia menu, ale możemy je znaleźć (nawet w wersji angielskiej) na stronie kawiarni: http://www.moomincafe.co.kr/moomin-me/menu-intro/dessert/en/ .
Z muminkowych specjałów są: gofry w kształcie muminków, ciasta, makaroniki z postaciami no i oczywiście kawa i inne napoje. Jeśli zamówimy jakieś latte to baristka powinna zapytać jaki wzorek chcemy mieć na naszej kawie – ja zamówiłam makaronika z Małą Mi i na kawie też mi zrobili Małą Mi (nikt mnie nie zapytał, a chciałam paszczaka ). Wyglądało to tak:



A tak piłam moją kawę - nie będę ukrywać, między mną a muminkiem zaiskrzyło.



W smaku szału nie było, ale po odwiedzeniu kilku tematycznych kawiarni, stwierdzam, że nigdy smakowo szału nie ma, chodzi przede wszystkim o to, żeby był szał na fotkach. Dlatego też w muminkowej kawiarni mamy kilka miejsc do zrobienia fajnych fotek, na przykład taką wielką piękną ścianę z muminkową ilustracją:



Mamy też sporą pluszową Bukę, Włóczykija a nawet Hatifnata!!! (przed chwilą wpisałam w google – długie białe coś  z muminków i wyszło mi, że to się nazywa Hatifnat :o  https://pl.wikipedia.org/wiki/Hatifnatowie ).


Buka


Hatifnat

Jak już pocykaliśmy fotki, to możemy jeszcze zapoatrzyć się w muminkowym sklepiku, ale wydaje mi się, że wybór nie jest jakiś wielki a ceny są mocno wygórowane, no ale jak ktoś jest muminkowym maniakiem to na pewno się na coś skusi).


I na koniec jeszcze pare zdjęć wnętrza. 





Jak Wam się podoba muminkowa kawiarnia? Wydaje mi się, żę jest warta odwiedzenia, przywołuje wspomnienia z dzieciństwa.

Taki kawiarniowy post to więcej zdjęć niż czytania i nie jestem pewna czy to Was moi czytelnicy ciekawi więc będę wdzięczna za odzew w komentarzach! 


To był pierwszy post z kawiarnianej serii, więc wybaczcie niedoróbki. W następnym poście pokaże Wam kawiarnie Kings Cross 9 ¾ czyli obowiązkowe miejsce do odwiedzenia dla każdego fana Harrego Pottera!
Dziękuję za uwagę 😉


piątek, 1 lutego 2019

Koreańska noworoczna zupa - Tteokguk | Dokguk | 설날떡국

Koreańska noworoczna zupa - Tteokguk | Dokguk | 설날떡국

Zbliża się koreański Nowy Rok, dlatego tak jak obiecywałam w poście o obchodach (normalnego) Nowego Roku publikuję przepis na Koreańską tradycyjną zupę noworoczną 떡국 albo po Polsku – dokguk czyli zupę z kluskami ryżowymi. 


Jeżeli chcecie się poczuć jak w Korei to jest to danie idealne, bo w 99,9% koreańskich domów tę właśnie zupę je się w Nowy Rok. I nie ma, że ktoś nie lubi, ponieważ z dokguk wiąże się kilka przekonań - kluski ryżowe używane do przygotowywania tej zupy mają owalny kształt, i Koreańczykom kojarzą się z monetami i mają symbolizować dobrobyt. Ciekawe jest też to, że mówi się, że jedząc dokguk zjadamy rok życia (w tradycyjnym koreańskim liczeniu wieku dodaje się rok w Koreański Nowy Rok (o tym będzie kiedyś post, ale muszę to sama najpierw porządnie zrozumieć, bo  ponad rok tu mieszkam a dalej się zastanawiam co mam powiedzieć jak ktoś mnie pyta o wiek). Skoro jedząc dokguk zjadamy też rok życia, podobno czasami ludzie zamiast pytać wprost ile masz lat, pytają ile misek dokguk zjadłeś? Trochę mi się to kojarzy z naszym "ile wiosen przeżyłeś?" 

Smak dokguk nie jest specjalnie wyrazisty bo zupa składa się z przede wszystkim z bulionu wołowego i ciasta ryżowego, więc to czy nasz posiłek będzie smaczny zależy głownie od tego czy mamy dobre kimchi, ponieważ mimo że do przyrządzenia Dokguk, nie używamy kimchi to podczas jedzenia tej zupy kimchi na stole znaleźć się musi. Jeśli nie macie kimchi to przepis na pyszne i łatwe kimchi znajdziecie tutaj: PRZEPIS NA KIMCHI.

Do przyrządzenia koreańskiej noworocznej zupy niezbędne nam będą kluski/ciastka ryżowe (jak zwał, tak zwał) – element najważniejszy i niepomijalny, ale także element którego niestety nie znajdziemy w zwykłym polskim supermarkecie... I tak z pomocą przychodzą nam koreańskie sklepy (głównie w większych miastach) lub sklepy internetowe, szukajcie pod nazwą rice cake lub po prostu kluski ryżowe albo tteok (trzeba tylko pamiętać, żeby kupić takie o owalnym kształcie). Jeśli jesteśmy Zosia samosią to kluski możemy też zrobić sami z mąki ryżowej, którą też możemy zrobić sami (a jak!) z ryżu koreańskiego albo po prostu dostępnego w każdym markecie ryżu do sushi. Polecam spróbować zrobić kluski z tego przepisu: PRZEPIS NA KLUSKI RYŻOWE  - takie kluski kroimy pod kątem, żeby uzyskać ładny owalny kształt i oczywiście nie podajemy na słodko tak jak w przepisie tylko wrzucamy do naszej zupy.

To co? Do dzieła!

Składniki:

  • kluski ryżowe – 500 g
  • chude mięso wołowe – 300 g
  • 1 jajko
  • sos sojowy
  • sos rybny
  • olej sezamowy
  • zielona część cebulki dymki
  • papryczka chili
  • czosnek (4 ząbki)
  • prażone algi – kim (mogą być glony nori takie jak do sushi)

Przygotowanie:
Kluski ryżowe wsypujemy do miski i zalewamy zimną wodą – odstawiamy na pół godziny.


Do garnka wlewamy 1,5 litra wody i doprowadzamy do wrzenia. Mięso wołowe kroimy w kostkę (max 2x2cm), czosnek przeciskamy przez praskę lub siekamy. Mięso i czosnek wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy przez 20 minut. Ważne – podczas gotowania nie mieszamy ponieważ nasz bulion zrobi się mętny i nieapetyczny.


Podczas gdy bulion „się warzy” mamy czas, żeby przygotować dodatki.

Pierwszy z nich to paseczki ze smażonego żółtka – oddzielamy białko od żółtka (białko zostawiamy na potem) a żółtko chwilkę roztrzepujemy i wlewamy na rozgrzaną patelnię. 


Smażymy chwilkę z obu stron, nie doprowadzamy do tego żeby żółtko nam zbrązowiało. Żółtko kroimy w cienkie paseczki.  


Następny dodatek to posypka z alg – do tego możemy wykorzystać dostępne w każdym sklepie algi do sushi, takie algi prażymy na suchej patelni. 


Następnie przekładamy do woreczka i zgniatamy tak żeby powstało na coś na kształt konfetti albo poprostu rozcieramy w rękach bez zabawy z woreczkami :).

Ostatni dodatek to papryczka chili którą po prostu kroimy w bardzo cieniutkie pasterki.


Po upływie 20 minut sprawdzamy, czy nie ubyło za dużo wody z naszego bulionu, jeśli ubyło to uzupełniamy, żeby było około 1,5 litra i doprowadzamy do wrzenia.

Następnie wrzucamy kluski ryżowe, dodajemy dwie łyżki sosu sojowego, łyżkę sosu rybnego oraz pokrojoną zieloną cebulkę (kroimy ją w większe kawałki o długości około 3 cm). 


Mieszamy i gotujemy całość przez co najmniej 15 minut – wszystko zależy od klusek – jeśli po 15 minutach są dalej zbyt twarde i trzeba je żuć i żuć to gotujemy dłużej, aż będą mięciutkie. 

I teraz moment kulminacyjny, bierzemy łyżkę i sprawdzamy jak smakuje nasza zupa, jeśli jest bez smaku dodajemy jeszcze łyżkę sosu sojowego, możemy dodać też szczyptę soli i pieprzu. Zupa nie powinna być super słona bo będziemy ją jeść z kimchi które jest dość słone, ale nie może być też zupełnie mdła.

Jeśli smak zupy nas satysfakcjonuje to możemy przystąpić do następnego kroku, jakim jest dodanie białka – białko wlewamy do zupy, mieszamy i dalej gotujemy chwileczkę aż białko się zetnie.


Następnie zupę zdejmujemy z ognia i dodajemy dwie łyżki oleju sezamowego. 


Wygląda na to, że nasza zupa jest gotowa!

Zupę podajemy w miseczkach i dekorujemy prażonymi algami, paseczkami z żółtka i chili.
Jemy z kimchi! KO-NIE-CZNIE!
Smacznego!





czwartek, 24 stycznia 2019

Biblioteki w Korei Południowej

Biblioteki w Korei Południowej

Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądają biblioteki w Korei Południowej?

Pewnie nie, ale jakbyście się kiedyś zastanawiali to ja Wam tu wszystko powiem. Dzisiejszy post będzie o tym jak wyglądają biblioteki w Korei, co może nas w nich zaskoczyć i o tym czego uczą się tam Koreańczycy.


Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Korei i mój mąż, a wtedy jeszcze mój chłopak zaproponował mi w niedziele pójście do biblioteki, to nie byłam bardzo entuzjastycznie nastawiona, no bo raz, że w niedziele, a dwa że co za nuda. Ale gdy tylko przekroczyłam próg biblioteki to mocno się zdziwiłam...

Zacznijmy od tego, że większość bibliotek w Korei czynna jest cały tydzień, również w weekendy. W dni powszednie zwykle biblioteki otwarte są od 7 do 23 lub 24, a w soboty i niedziele trochę krócej (moja biblioteka otwarta jest do 21). Zazwyczaj dwa dni w miesiącu biblioteka jest zamknięta i są to przeważnie jakieś dwa poniedziałki no i oczywiście wszystkie święta. Zastanawiacie się pewnie kto normalny poszedłby do biblioteki w niedzielne popołudnie (też się zastanawiałam, a teraz sama chodzę), ale serio niedziela godzina 16 a tu pełne obłożenie i wszyscy siedzą i się uczą! Najciekawsze jest to, że przychodzą tu ludzie w każdym wieku, od 7 do co najmniej 70 lat. 

No ale, co w takiej bibliotece jest, że ludzie tu tak przychodzą?

Przede wszystkim dużo miejsca do nauki, na każdym piętrze mojej biblioteki (a jest tych pięter trzy), znajduje się naprawdę spora czytelnia i to nie taka z popisanymi stolikami i niewygodnymi krzesłami jaką pamiętam np. z Politechniki Śląskiej, ale całkiem profesjonalna, większość biurek ma lampkę i gniazdko elektryczne oraz naprawdę wygodne krzesełko. Wydaje mi się, że w naszych bibliotekach, szczególnie tych mniejszych, tak nie jest. No bo nie zaznaczyłam, moja biblioteka mimo, że ma 3 piętra i ogromną ilość miejsca do nauki, nie należy wcale do dużych bibliotek, nie jest to też biblioteka miejska, a zwykła osiedlowa. Dla zobrazowania Wam czym się tak zachwycam, kilka zdjęć:





Ciekawe jest to, że w koreańskich bibliotekach, mimo że książek jest naprawdę masa i są to w dużej mierze nowe książki w naprawdę super stanie (jakbym umiała ten ich dziwny język na przyzwoitym poziomie to nic tylko bym czytała), to nikt tu się nimi za bardzo nie przejmuje i wszyscy przychodzą z własnymi książkami/komputerami i czegoś się uczą.

Jeśli jednak ktoś chce wypożyczyć książkę, to czeka go w pełni zautomatyzowany system (nie ma pani która przybija pieczątkę z datą zwrotu). Żeby wypożyczyć książkę idziemy do jednej ze stojących przy wyjściu maszyn, skanujemy swoją kartę biblioteczną, kładziemy książki (wszystkie na raz) na półeczce która zaopatrzona jest w jakiś zupełnie nie zrozumiały dla mnie skaner i po kilku sekundach okazuje się, że właśnie wypożyczyliśmy książki, nawet nie trzeba skanować kodów kreskowych, no magia. 


A jakby tego było mało, jeśli już wypożyczyliśmy książki to możemy je sobie jeszcze wysterylizować  w takim ładnym sterylizatorze. 


Chociaż sama z tego nie korzystałam, bo kartę biblioteczną mam od niedawna i zawsze sterylizator jest zajęty jak już znajdę jakąś książkę (z obrazkami), którą chce wypożyczyć.

A propos karty bibliotecznej to obcokrajowcy  też mogą założyć taką kartę, ale tylko pod warunkiem, że przebywają w Korei na wizie innej niż turystyczna i mają Alien Registration Card, ale nawet jeśli jesteście w Korei turystycznie to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do biblioteki wejść i tam posiedzieć, karta biblioteczna potrzebna jest tylko do wypożyczania książek. Inaczej ma się sprawa z bibliotekami uniwersyteckimi bo tam bez legitymacji studenckiej nie wejdziemy – a szkoda bo niektóre są naprawdę super.

Co jeszcze znajdziemy w koreańskiej bibliotece??

W większości bibliotek na pewno znajdziemy miejsce w którym można zrobić sobie przerwę od nauki i spokojnie zjeść. 


Zwykle w bibliotece jedzenia nie kupimy, ale możemy przynieść sobie prowiant z domu i włożyć do czegoś co przypomina lodówkę ale jest podgrzewaczem do jedzenia i służy do tego, żeby włożony tam o 7 rano obiadek o 12 był dalej ciepły i pyszny. Ja nie korzystam bo rzadko zdarza mi się siedzieć w bibliotece dłużej niż 5 godzin, ale niektórzy, szczególnie osoby przygotowujące się do jakiś egzaminów, przychodzą do biblioteki o 7 rano z trzema gotowymi pojemniczkami i mają tam śniadanie, obiad i kolacje. Niezły kosmos nie?

No ale nie samym jedzeniem człowiek żyje, szczególnie gdy się uczy i tak w bibliotekach zwykle jest również kawiarnia. 


W Suwon w większości bibliotek znajdziemy kawiarnie „babciową”. Czemu babciową? Bo pracują tam same babcie ewentualnie dziadkowie. 
Uważam, że jest to naprawdę świetna idea, bo starsze osoby nie dość, że mogą w ten sposób dorobić do emerytury to mają też kontakt z ludźmi, są aktywne i na pewno ciekawie im się tam pracuje, a przychodząc do takiej kawiarni też jakoś cieplej na sercu niż idąc do jakiegoś zwykłego starbucksa (no i jest też znacznie taniej).


Co jeszcze ciekawego?

W każdej czytelni biblioteki panuje bezwzględna cisza, są nawet informacje, żeby nie używać myszek do komputera tylko touchpadów, bo klikanie jest za głośne na panujące tu standardy. Co ciekawe, na korytarzach też jest cicho a jak ktoś głośno rozmawia, to zaraz przychodzi pracownik biblioteki i ucisza, jeśli ktoś jednak musi np. porozmawiać przez telefon to może to zrobić na tarasie na dachu (którego Wam nie pokaże bo zima i zamknęli), albo w takiej oto budce. Czyż nie urocza?


Aha, w wielu bibliotekach jest też strefa relaksu z wygodnymi fotelami i jeśli przyjdziemy po południu to nie ma opcji, żebyśmy nie zobaczyli jak ktoś tam śpi, czasami nawet chrapie (i przy tym chrapaniu to chyba zasada ciszy nie obowiązuje, bo nigdy nie widziałam, żeby ktoś tego chrapiącego delikwenta budził, albo chociaż przewracał na drugi bok 😆).


Chyba już wszystkie atrakcje opisałam więc przejdźmy teraz do tego jak i czego uczą się Koreańczycy w bibliotekach. 

Na początku trzeba zaznaczyć, że znaczna część osób uczy się od rana do wieczora, są to zwykle osoby które przygotowują się do egzaminów. Poznałam kiedyś w bibliotece chłopaka (zobaczył białą twarz i chciał poćwiczyć angielski to zagadał), który powiedział mi, że przychodzi codziennie o 7 a wychodzi o 23 i tak od 2 lat, bo przygotowuje się do egzamin na policjanta, w sumie już rok minął od tamtego czasu a on dalej w bibliotece, więc chyba egzamin znowu nie pyknął… Takich osób w bibliotekach znajdziemy naprawdę sporo, część uczy się do egzaminu na urzędnika państwowego, część na policjanta, niektórzy do matury a niektórzy rzucili swoją starą prace i postanowili znaleźć nową więc uczą się do certyfikatów np. z angielskiego. 
Jak tak patrzę na to czego ludzie się uczą, to angielski to w ogóle obiekt nauki 90 procent osób tutaj – bo potrzebny jest i do egzaminu na urzędnika państwowego i do egzaminu na policjanta i do matury… I tak od 7 do 23 słówka i gramatyka, aż głowa boli na samą myśl i wydaje mi się, że to nawet, że nie zdrowo tak kuć, ale nie mnie oceniać, jak lubią to się uczą. 
Ostatnio moja znajoma określiła uczących się w bibliotece Koreańczyków jako zombie z kolorowymi notatkami i w sumie serio można czasami odnieść takie wrażenie i co do zombie (no bo jak się siedzi cały dzień nad książką to wieczorem przypomina się zombie) i co do notatek. 
Notatki to tu mają naprawdę piękne, ja nie wiem jak oni to robią...Właśnie siedzę w bibliotece i widzę jak dziewczyna od 40 minut sobie notuje, nie to czego się nauczyła, ale to czego się będzie uczyć – taki plan nauki, wygląda to mniej więcej jak tutaj:  

Więc ja się w sumie nie dziwie, że siedzą tu cały dzień, mi samo napisanie takiego planu zajęło by z 7 godzin plus dwie drzemki.

A właśnie drzemki… tak jak już napisałam w strefie relaksu zawsze ktoś śpi, ale też prawie zawsze znajdziemy kogoś kto śpi przy biurku, z książką w roli poduszki… albo specjalną poduszką, bo wiecie,  że ktoś już wynalazł specjalne poduszki do spania na biurku?



I w sumie tak sobie myślę, że już żadne ciekawostki biblioteczne nie przychodzą mi do głowy to może też się zdrzemnę? 

Jak Wam się podoba koreańska biblioteka? Chodzilibyście?